Home » Bez kategorii

Z kamerą wśród tłuszczy

8 maja 2006 No Comment

Nie mam zwyczaju oglądać telewizji, ale robiłem dziś wyjątek, bo akurat komputer mi się zbuntował. Musiałem więc zająć się czymś, żeby nie nastąpił szok z powodu zmiany środowiska. No i trafiłem, że w mediach kolejna afera z morderstwem, zwyczajowe sprzedawanie sensacji: trener karate X brutalnie (to musi być podkreślone!) zamordował 9-letniego chłopca. I nie sam fakt morderstwa zwrócił moją uwagę (choć powinien – to znieczulenie czy przesyt?), ale reakcja ludzi na to morderstwo. Doznałem autentycznego szoku: telewizja przypomniała mi dlaczego przyjmuję niechętną postawę wobec masy. Tu już nie o niechęć chodzi, to było poważne zwątpienie w otaczających mnie ludzi. Swoją chwilę wahania zrelacjonowałem na forum:

Widziałem dziś kilka różnych materiałów sprawozdawczych i za każdym razem odczuwałem przerażenie. Pewna kobieta powiedziała: „Powinni nam go (mordercę) wydać, żebyśmy sami mogli wymierzyć mu sprawiedliwość”. Nie, to nie była sędzina, ani studentka prawa. To była kobieta, która chętnie poznęcałaby się nad człowiekiem pod pretekstem popełnionego przez niego czynu. Bo tu chodzi o cielesne wymierzenie sprawiedliwości, o katowanie. Ona chciałaby torturować i mordować. Zresztą nie tylko ona. W innym materiale filmowym młody mężczyzna pochodzący z miasteczka trenera, zapytany w jaki sposób wymierzałby tą sprawiedliwość, odpowiedział bez wahania: „Znęcałbym się nad nim, powoli”. Z przypadkowych ludzi wychodzą sadystyczne skłonności i nikt na to nie zwraca większej uwagi. Przepraszam bardzo, ale co tu się do kurwy dzieje? Jakaś stara baba zaraz na Jedynce krzyczy, żeby zamordować faceta, a dziecko stojące obok niej dodaje: „Powiesić!”. Tak, dziecko.
Co za zezwierzęcenie. I ci sadyści dziwią się, że facet zamordował. Nawet nie zdają sobie sprawy jak bardzo są do niego podobni. Mało tego – wydają swój morderczy sąd nie znając jeszcze kulis sprawy (a tym zajmuje się prawdziwy Sąd). Gdzie zgubili swoje widły i pochodnie? Jestem oburzony i rozczarowany. Poczułem się po prostu brudny. Brudny od słuchania ich fantazji o linczu.

I dalej:

Wiem, że nie powinno się czytać komentarzy pod wiadomościami na portalach informacyjnych, ale poszukałem wiadomości o tym zdarzeniu – tylko po to, aby potwierdzić to, o czym mówię. Tym razem komentarze pochodzą od osób z drugiego końca kraju. Przemawia z nich ślepy jad, agresja i zwierzęcość. Zaczynam się bać, że typowy przedstawiciel społeczeństwa to skryty morderca. Wystarczy odpowiednia chwila, aby nudna gospodyni domowa z upojeniem zakrzyknęła: „Zerwać z niego skórę i posypać solą!”. Mniej mnie w tym przypadku interesuje sama sprawa mordercy. Chodzi mi o to, co się dzieje z ludźmi. Widzę w nich przytłaczający ładunek samozaprzeczenia – przecież to niby porządni, moralni obywatele. Czy porządny, moralny obywatel formułuje w ogóle takie słowa? Ja wiem, że to może być w dużej mierze odruchowe – jedna osoba krzyknie i całe stado krzyczy za nią. Ale to jeszcze gorzej świadczy o nas samych. Zresztą ja nie mówię niczego odkrywczego, po prostu refleksja nad tym zaczyna mnie dusić i chcę się nią podzielić, żeby zdjąć z siebie trochę ciężaru.

Zastanawiające jest też jak daleko posunięte potrafią być fantazje o wymierzeniu sprawiedliwości na własną rękę (czytaj: o katowaniu). To jest ten moment, w którym człowiek może bezkarnie mówić o zadawaniu najwymyślniejszych tortur, ponieważ ujdzie mu to płazem, ponieważ zostanie to publicznie usprawiedliwione „wyższą sprawą”. I ich temperamenty to wykorzystują. Dostaną nawet oklaski, że tacy prawi i moralni, że widzą krzywdę bliźniego i reagują na nią. Nikt się nawet nie zastanowi nad tym, co właściwie mówią. To strumień ich świadomości – i teraz można się przyjrzeć jak dalece spaczona jest ta świadomość. To się zaczyna od najwcześniejszych lat. Zbiera się grupka dzieci, które piętnują inne dziecko za coś, co odbiega od tej ogólnej pieprzonej normy, którą wynoszą z domu, z telewizora, z podwórka, zewsząd. Sam przyznaję – na przykład w podstawówce zdarzało mi się wyśmiewać z koleżanki, bo miała aparat na zęby. I prawdopodobnie bym tego nie robił, gdyby nie znalazła się grupa śmiałków, która również to czyniła. To sadyzm w mniejszym wydaniu, choć może nawet gorszy, bo tutaj nikt przecież nie popełnia przestępstwa (a więc szykanowanie nie ma „usprawiedliwienia”).

Żeby było jasne – nie usprawiedliwiam mordercy, zupełnie nie o to mi chodzi. Popełnił zbrodnię, do tego zbrodnię na kimś, kto nie miał szansy się obronić, zbrodnię na dziecku. Ale od wymierzania kary jest sąd, a nie stado prymitywów. Jedynym osobom, którym w tej całej sprawie współczuję, to rodzina mordercy. Bo może zdarzyć się tak, że za grzechy pana X stado zechce im wymierzyć sprawiedliwość na własną rękę. (To tak, jakby nienawidzić kogoś za to, że jego dziadek mordował ludzi w komorach podczas wojny. Co ma jedno do drugiego? Czy odpowiedzialność za grzechy jest dziedziczna? Darujmy sobie przy okazji bełkot o grzechu pierworodnym).

Skoro już o zbrodniach wojennych mowa. Morderstwo wojenne to trudny przykład problemu moralnego. Wysyła się żołnierzy, którzy mają zabijać wroga i potem przypina im się ordery za zasługi dla kraju. Za zabijanie. To zabijanie jest usprawiedliwione, uświęcone wyższą koniecznością, a do tego nagradzane. Jak się ma przykład trenera X do przykładu żołnierza, który wykonał podobny czyn dziesięciokrotnie lub więcej? Ileż to było sytuacji, kiedy żołnierze nie tylko zabijali, ale mogli bezkarnie znęcać się nad jeszcze żyjącymi ciałami wrogów, w tym matek i dzieci?

W sumie już mi przeszło. Mój egocentryzm nie pozwolił na długo zajmować się innymi. Skierowałem myśli na swoje – w świetle tego morderstwa zapewne banalne – pole twórcze. Fakt, że od dłuższego czasu nie przedstawiłem niczego nowego, nie oznacza, że nie tworzę. Moje tworzenie polega jednak na czymś innym – na tym mianowicie, że myślę, konstruuję siebie w sobie. Staram się dociec przyczyn tych luk, które upierdliwie stają się wyczuwalne, ale będąc zbyt mętnymi, nie mogą być nazwane. Przerwa w rysowaniu stale się wydłuża. Myślałem, że to stan chwilowy, ale obawiam się, czy nie natrafiłem przypadkiem na ścianę, której rozbicie staje pod znakiem zapytania.

Pozostaw komentarz!

Dodaj komentarz poniżej lub trackback ze swojej strony. Możesz też subskrybować komenarze przez RSS.

Pisz co chcesz, tylko nie spamuj!

Możesz skorzystać ze znaczników:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>