Wielka żółta
Aż mi głupio, że tak z tyłka wyciągam ten temat, ale chciałbym się zwierzyć a propos jazzu. Otóż jazz jest w porządku, ale nie łechce mnie jakoś szczególnie, jest mi w zasadzie obojętny. Owszem, mam czasem tę głupią potrzebę powiedzenia, że słucham czegoś offowego, ale nie mogę przy tym zadawać sobie kłamu. Tak więc nie słucham jazzu z powodu zwykłej ludzkiej uczciwości. Ale nie do tego zmierzam. Otóż jest coś czego w jazzie nie znoszę: improwizacja. Zdążyłem się tym na razie podzielić z najbliższymi, ale widziałem ten nieco skisły wyraz pobłażania w ich oczach, spojrzenie niby pogodne i „masz prawo nie lubić”, ale… Więc dzielę się publicznie, co więcej, mam zamiar wykorzystać jako podpórkę pewną publiczną osobę. W nocy w powtórce „Małej czarnej” (program dla kobiet) był Maleńczuk i rozmowa między kokoszkami zeszła na temat pewnego uładzenia w życiu, zachowania porządku. Maleńczuk powiedział, że potrzebuje porządku również przy kompozycjach muzycznych, potrzebna mu pełna kontrola – i nawet jeśli piosenka ma aranż jazzowy, to nie ma tu miejsca na improwizowanie, ponieważ, cytuję, „improwizacja w jazzie to pierdolenie w bambus”. Przyznam, że lubię to co robi Maleńczuk (i cenię sobie to, że nie popadł w idiotyczne chołubienie undergroundu, że miał w sobie naturalność pozwalającą mu zabiegać o uznanie). Fakt, to co mówi, nie zawsze mi odpowiada. Ale wykorzystuję go z innego powodu niż sympatia czy antypatia. Ja po prostu wiem, że jako osoba prywatna wygłaszająca sąd o improwizacji jazzowej, jestem skazany na pobłażliwe pogłaskanie ze strony otoczenia, które będzie urabiać we mnie poczucie, że się „nie znam” (co jest w pewien sposób poniżające). Więc zasłaniam się takim Maleńczukiem, żeby nabrać w tym wszystkim nieco wiarygodności i siły. Podsumujmy zatem: nie przepadam za improwizowanym jazzem i irytuje mnie, gdy doświadczam tego rzępolenia dłużej niż trzy minuty. Uff, cóż za ulga z samego rana.
























pisze do pan michala dopiero teraz choc chcialem duzo wczesniej…no ale nie udalo sie; po pierwsze swietny ten twoj dziennik;dobrze sie czyta;pomijajac natretctwa gombrowiczowsko-napuszono literackie,naprawde smaczne;co do jezzu musisz posluchac coltrane’a love supreme’-improwizacja,ale jakze zdyscyplinowana,smakowite;pozdrawiam serdecznie i powodzenia w zyciu zycze;)
Pozostaw komentarz!