Bullsik Gallery | Michał Szyksznian
3maj/10

Porady dr-a Szykszniana

Tak naprawdę doktorem nie jestem, tylko magistrem (i to studiów filozoficznych), jednakże w celu zwiększenia napięcia i dramatu posłużyłem się takim tymczasowym tytułem. Otóż zwrócił się do mnie listowo K.:

"Od jakiegoś czasu zainteresowało mnie malowanie. Czasami bawię się plakatówkami i akwarelami ale to głównie z nudów albo chęci wyładowania się. Jednak pomyślałem sobie, że fajnie byłoby zapoznać się z tym bardziej. Chciałbym zacząć ćwiczyć i wgłębić się w tajniki malowania ale zupełnie nie wiem od czego zacząć. (...) Czy mógłbym Cię prosić o doradzenie jakie farby są najtańsze i najlepsze na początek? Na czym najlepiej malować? Jeżeli nie sprawi Ci problemu opisanie po krótce początkowych kroczków dla mnie, będę bardzo wdzięczny."

Chęć wyładowania się to bardzo dobrze rokujący motyw działania, szczególnie w kwestiach malarskich. Sztuka to między innymi terapia, terapia autorska i niewiele osób zdaje się widzieć, że to jest właśnie główną przyczyną podniety odbiorców. Bo uwielbiamy oglądać czyjeś światy i konfrontować je z własnymi.

Tutaj nie ma "od czego zacząć". Tutaj "się robi", a dopiero działanie określa dalsze kierunki, którymi można podążyć. Można skorzystać z poradników, którymi zawalone są księgarnie (ja osobiście mam do poradników stosunek nijaki, bo ich nie używam). W każdym na pewno są zawarte jakieś pouczające wskazówki, co może zagwarantować dobry start, ale i przy okazji  zostawić z niczym. Poradniki bowiem uskuteczniają podprogowo mit o tzw. "dobrym sprzęcie", czyli, że koniecznie trzeba "zaopatrzyć się w to, a to", bo w końcu "chce się być profesjonalistą". W przypadku materiałów plastycznych oznacza to przede wszystkim wykrwawianie się z forsy. To nieprawda, że droższym pędzlem, czy droższą farbą zrobi się lepszy obraz. Śmiem nawet twierdzić, że korzystanie z tańszego asortymentu pobudza do zwiększania wkładanego wysiłku, ergo do poprawiania swoich możliwości. Malować można nawet resztką porannej kawy, przy użyciu starej szczoteczki do zębów. Chodzi o to, żeby nauczyć się, że "można z gówna bicz ukręcić". Narzędzia i materiały lepszej jakości to oczywiście zwiększony komfort pracy. Ale gdy się nie umie z nich korzystać, to w niczym ten komfort nie pomoże. A korzystania łatwo się nauczyć na materiałach tańszych, bo trzeba się wysilić, aby ominąć stwarzane przez nie trudności. Na początek polecam plakatówki Astra w tubkach (ja do dziś jestem im wierny), potem można przejść na jakieś tańsze tempery. Zanim się wejdzie do sklepu z materiałami dla plastyków i zapłacze nad własnym losem, warto wcześniej odwiedzić sklep papierniczy (często różnica w marży). Jeśli chodzi o podłoże, to bierz biały papier, na tyle gruby, aby chłonął wodę, ale nie marszczył się i nie rozłaził jednocześnie jak papier toaletowy podczas tych "rzadszych dni". W celu ograniczenia kosztów, zamiast specjalnego papieru malarskiego, można sprawić sobie zwyczajny blok techniczny formatu A3, albo duży brystol. Każdy bok kartki przyklejać do podłoża taśmą klejącą (papierową), dzięki czemu po wyschnięciu pod wpływem sił fizycznych wszelkie zafalowania powinny się uspokoić i na powrót spłaszczyć.

No i rzecz najważniejsza, czyli nie zabijać pasji malowania własnym stękaniem o braku talentu. Ponieważ innym łatwiej doradza się niż samemu sobie, powiem wprost: najbardziej zniewalającą rzeczą przy malowaniu jest automatycznie pojawiające się przeświadczenie, że to, co się zamierza robić nie ma sensu, bo albo "nie umiem", albo "inni to robią lepiej". Czyjeś malarstwo winno służyć do inspirowania się, a nie do kastrowania. Na dobry początek to najlepsza porada, jaką mogę dać. Trzeba wierzyć w to, co się robi, tak jak ci amerykańscy żołnierze stacjonujący z Afganistanie:

15lut/10

Biegając z nożyczkami

Różnica: 170 stron Dostojewskiego w 2 tygodnie i 300 stron Burroughsa w 2 dni. Doszedłem do prostego wniosku: Dostojewski mnie tą książką co prawda przymęczył, ale cała sytuacja mogła też mieć źródło w fakcie, że średnio zainteresowało mnie to, nad czym się spuszczał. Inaczej jest z Biegając z nożyczkami Burroughsa. Augustena Burroughsa (nie mylić z Williamem S.!).

Burroughs sklecił swoją książkę ze zdystansowanego psychologicznego chaosu. A nawet psychiatrycznego. Matka Augustena, odzwierciedlenie egocentryzmu, histerii i obłędu, jest jedną z najlepiej zarysowanych postaci, na jakie ostatnimi czasy trafiłem. W ogóle całość tych wspomnień to zestaw tak zły i nieprawdopodobny, że w pierwszym odruchu wszystko może się wydać absolutnie zmyślone. Prezentowany przez Burroughsa typ humoru i rozładowania sprawia, że mam ochotę choć na moment się tam znaleźć i zanurzyć w tym nieokiełznanym smrodzie, w tej paradzie dowolności, w miejscu, które jest wypełnione rozkładem i potencją — jednocześnie! Życie rodzinne zawiadywane przez psychiatrę jest równie patologiczne, co życie rodzinne zawiadywane przez alkoholika i wariatkę. Augusten doświadcza obu na raz. To taki Parnassus, ale przeniesiony na wymiar codzienny, do smutnej, zwiędłej i rozczarowującej rzeczywistości, w której samemu trzeba mierzyć się z mroczną wyobraźnią innych. I w przeciwieństwie do Parnassusa — przepełniony seksualnością. "Psychiatryczna" rodzina Finchów to komuna dziwaków, na czele której siedzi dyplomowany lekarz, porozumiewający się z Bogiem za pomocą własnego stolca. I w tym wszystkim on, Augusten Burroughs, który wspominając te historie po latach, jest równie autentyczny jako sześciolatek, jak i prawie dorosły chłopak (jego sposób budowania logiki w zdaniach!). Zjadłem tę książkę momentalnie, zapchałem się nią jak świnia i pokwikiwałem smutnawo, że mi się skończyła. Potrzeba mi więcej (Spragniony dopisany do listy). Zdaje się, że będę potrzebował odświeżyć też adaptację filmową, tak porównawczo. Film widziałem dwa lata temu — moja kapryśna pamięć do filmów bywa zaskakująco krótka, lecz w tym przypadku historia utrwaliła się we mnie twarzami aktorów. Tak więc nie obeszło się bez nich przy samym czytaniu. Zwiastun poniżej:

25sty/10

Biblioteka kieszonkowa

Kupiłem na eBay od jakiegoś Argentyńczyka bootleg z Gombrowiczem. Rzecz rzadka, szczególnie, że w Internecie nie istnieją tego typu materiały filmowe. Film zamieszczony na zamówionym DVD to zripowany ze starszego nośnika blisko godzinny program telewizyjny pt. "Biblioteka kieszonkowa", który został nakręcony w 1969 roku w domu Gombra w Vence, we Francji (tuż przed jego śmiercią). Gombrowicz mówi po francusku, napisy są po hiszpańsku. Mimo, że nie posługuję się żadnym z tych języków, zająłem się tłumaczeniem, bo przecież bym nie wytrzymał. Jak się okazało, hiszpański ma podobną logikę jak polski i nie jest to tak trudne. Poniżej można obejrzeć owoc tego tłumaczenia, czyli trzy pierwsze fragmenty puszczone w jednej playliście (łącznie ok. 14 minut). Oprócz Gombrowicza pojawiają się także Dominique de Roux, Rita Gombrowicz oraz Psina.

13sty/10

Co poeta miał na myśli

Czemu ja nie opisuję swoich ilustracji? Wstawiam je niemo w galerię, jedynie z krótką notką, z bonusowym podpisem. W zeszłym roku było parę okazji do przeprowadzenia dłuższych prezentacji, ale nie podjąłem się. Zatem w ramach uporządkowań słów kilka o wybranych pracach.

Michał zmagający się z korporacyjnym kanibalem

To było pierwsze, co narysowałem po rzuceniu pracy. Z jednej strony tytuł nawiązuje do piosenki Grace Jones, z drugiej zawarłem w tym gest nawiązujący do św. Michała walczącego ze smokiem. Nie mam skrzydeł, ponieważ jako Michał jestem człowiekiem. Zależało mi, aby nie wchodzić w banał potwora z zębami, więc pozbawiłem kanibala szczęki i ująłem jego głowę w formie głowonoga. Operacja ta podkresliła klimat "retro" i całość udało się ująć w nawiązaniu do ilustracji z lat 70. i 80. Kompozycję oparłem na złotej spirali.

L.H.R.O.O.H.

Portret Mansona z czasów teledysku Long Hard Road Out of Hell (12 lat temu!). Praca jest rozwinięciem jednego z pomysłów Duchampa. Otóż Duchamp wziął pewnego razu Monę Lisę i domalował jej wąsy. Pracę zatytułował L.H.O.O.Q., co czytane po francusku dawało w wolnym tłumaczeniu wynik "ona jest napalona". Podmieniłem Monę Lisę na Mansona, a tytuł przetransformowałem na pierwsze litery słów tworzących tytuł wspomnianej piosenki. Sens Duchampowski został zlikwidowany, Manson przejął całość.

Taboo

Obsada mojego ulubionego filmu porno, Taboo. Zresztą to jeden z pierwszych, które widziałem, jeszcze w dzieciństwie. Film powstał w 1980 roku, czyli w czasach kosmatego naturalizmu i jest pierwszą częścią dłuższej serii. Dramat ten (bo wówczas pornusy miały fabułę) opowiada historię Barbary, porzuconej przez męża kobiety w średnim wieku. Poszukiwanie szczęścia przedziwnym splotem wydarzeń wiedzie ją do łóżka syna. Barbara musi sama zmagać się moralnymi konsekwencjami incestu, ponieważ jej najbliższa przyjaciółka Gina, która jest erotomanką, wcale w niczym nie pomaga. Klasyk, polecam. Zwiastun tutaj.

Marcin

Portret na zamówienie, przedstawiający Marcina Kubickiego z magazynu Gitarzysta. Marcin jest wieloletnim fanem Mansona. To również dzięki niemu obraz "Director's Cut" znalazł się w Stodole i trafił do odpowiednich rąk, które przekazały go dalej. Przy portrecie skupiliśmy się na umiejscowieniu go w realiach którejś z płyt Mansona. Obmyśliliśmy w końcu Eat Me, Drink Me oraz pierwszą sesję zdjęciową dla tego okresu, którą wykonał Perou. Aby uniknąć wrażenia oszczędności, jaka charakteryzowała tę sesję, postanowiłem wprowadzić tło w postaci ciemnych, "mięsnych" ścianek i żyłek, które mogłyby przywoływać na myśl ludzkie ciało, czy może nawet wnętrze ludzkiego serca.

Okres dojrzewania

Ostatnia praca z 2009 roku, a zarazem pierwsza jaką kiedykolwiek poświęciłem Gombrowiczowi (nie licząc magisterskiej!). To rzadki Gombrowicz, bo Gombrowicz młody fizycznie. Przyłapany przed lustrem, z perspektywy podglądacza. Wbrew pozorom on nie ściąga tu z siebie skóry, on ją nakłada. To jaki jest naprawdę, jest ciemne i mętne. Widzimy go takim, jakim on chce, abyśmy go widzieli. Wizualny koncpet, z którego jestem szczególnie dumny. Tytuł nawiązuje do debiutu literackiego Gombrowicza (Pamiętnik z okresu dojrzewania) i wskazuje jednocześnie na najbardziej dynamiczny okres jego formowania się.

20sty/08

The Making of Earthling

Trochę zdjęć Jobriatha plus mały slideshow kroków poczynionych przeze mnie w Photoshopie, w celu ukończenia autoportretu:

15sty/08

Dayvan Cowboy

Dayvan Cowboy (Memory of a Free Festival) (01-2008)Stepy, preria, pampa - w zasadzie nie znam różnicy, zapewne chodzi tylko o położenie geograficzne i florę. Udało mi się uzyskać temperaturę, o jakiej myślałem. I ten niesamowity błękit. A tytuł pochodzi z jednego z utworów Boards of Canada:

Living on video

David Bowie - Cracked Actor (live in Hollywood, Los Angeles, 1974)

UserOnline

Users: 5 Guests, 1 Bot

Meta

Ostatnie komentarze

Archiwum

Last.fm

The Boxer
30 Jul 2010, 13:06
The Boxer
30 Jul 2010, 12:47
The Boxer
30 Jul 2010, 12:41
The Boxer
30 Jul 2010, 12:35
The Boxer
30 Jul 2010, 12:32

Newsletter