Amerykański Artysta
Trochę na temat ostatniej pracy, "American Artist". 5 stycznia Manson obchodził swoje urodziny i z tej też okazji otrzymał ode mnie drugi obraz, tym razem w całości wykonany cyfrowo. Koncepcja klarowała mi się od Nowego Roku. Manson był jeszcze w świątecznym nastroju i wałkował jeden ze swoich ulubionych filmów, American Psycho, co sugerował wszem i wobec w swoich statusach i zdjęciach na MySpace. Chodziło mi o przełożenie tego filmu na język jego życia. Postanowiłem zrobić coś na kształt fikcyjnego plakatu filmowego, z wykorzystaniem sławetnej wizytówki.
Kiedyś, jeszcze za czasów Holy Wood (2000), Manson powiedział, że pomiędzy artystą, a seryjnym mordercą jest cienka granica. Chodziło o to, że obaj kierują się tym samym rodzajem pasji i obsesji, lecz artysta posiada inne narzędzia do wyrażania tego. Podmieniłem Mansona na Patricka Batemana, a zamiast Jean (jedyna kobieta, którą Bateman brał w ogóle pod uwagę jako potencjalną bliską duszę) na białej kanapie siedzi Evan Rachel Wood. Manson, podobnie jak Bateman, fantazjuje o zabiciu jej, lecz koniec końców wykorzystuje pistolet na gwoździe, aby złączyć wspólnie ich dłonie. Mamy zatem wspólnotę krwi, pasję cierpienie i miłość – zawarte w jednym geście. Manson "robi dziury w szczęściu", w nawiązaniu do piosenki "Putting Holes in Happiness", przez co tytuł ten nabiera nieco innego sensu. Zresztą napisał tę piosenkę trzy lata wcześniej, również w swoje urodziny. Wówczas był to początek jego związku z Wood, a obecnie para się zaręczyła (o czym nie wiedziałem w trakcie rysowania tego plakatu!). A zatem wszystko jest do siebie dopasowane jak tylko się da.
2 stycznia zrobiłem trochę szkiców i bazgrołów, poszukując kompozycji. Gdy już udało mi się zbliżyć do tego, co chciałem, rozpocząłem ostateczne szkicowanie na komputerze. Pracę skończyłem o czwartej rano 5 stycznia. Efekt nieco za czysty, kliniczny, ale koniec końców tak mi się podobało. Czysto jak w mieszkaniu Batemana. Tego dnia musiałem jechać z samego rana pomóc matce w pracy, byłem zatem potwornie wymęczony i niewyspany, a w dodatku o 13:00 szykowała mi się audycja w radiu Szczecin.fm. Wszystko na wariackich papierach, ale dałem radę, zdążyłem, wysłałem z pozdrowieniami.
Nie publikowałem tej pracy, ale sześć dni później Manson wstawił ją na swój MySpace, podpisując: "obrazek urodzinowy. utalentowany kolega, jego imię widnieje w tekście napisanym małą czcionką. erekcja.". Strasznie miła forma podziękowania, szczególnie, że zrobił mi przy okazji trochę "reklamy". Co ciekawe, ludzie zaczęli masowo dzwonić na numer podany na wizytówce, spodziewając się usłyszeć... no właśnie, kogo? Numer w całości sfabrykowałem, klecąc go z paru symbolicznych liczb. Dzwonili tak co najmniej tydzień, a najśmieszniejsze jest to, że okazało się, że taki numer faktycznie istnieje i koleś, który odbierał telefon w Detroit nie był zapewne w najlepszym nastroju.
Jest parę nowizn w tej pracy. Po pierwsze, brak konturów, czego nigdy wcześniej nie robiłem. Po drugie, inny rodzaj kompozycji obrazu niż to miało miejsce dotychczas.
Jestem z niej zadowolony. Zresztą, gdybym nie był, to bym raczej jej nigdzie nie wysłał.
26 stopni wtajemniczenia
Alfabet łaciński zawiera 26 liter. Dziś kończę 26 lat i znam już je wszystkie. Od teraz będę mógł zajmować się nie tylko poszczególnymi znakami - teraz będę mógł składać je w słowa i zdania. Towarzyszy mi patetyczna świadomość tego, że coś się we mnie dokonuje, staje, spełnia jak klątwa. Nabieram przekonania, że noszę w sobie własną istotę, własne niezmienialne sedno. I tak mi trudno zadać sobie pytanie czy ten finisz jest dobry... 26. Oto koniec aktu, dorosłość.
Może powinienen z tej okazji poczynić parę wyznań. Jak już wielokroć wspominałem żyję w Pomiędzy, w krainie, która jest prostą metaforą rozdwojenia, na jakie zresztą cierpi wielu z nas. Jestem mężczyzną o umyśle z żeńskimi zdobieniami, jestem dorosłą istotą o twarzy młodego, jestem drapieżcą seksualnym skrytym w ramionach monogamii, jestem zablokowanym twórczo pomysłowym kreatorem, etc. To przybrało rodzaj obsesji, we wszystkim widzę te dychotomie, które - według nauczań mądrej filozofii - istnieją po to, by się z sobą ścierać i generować nowe, dynamiczne rezultaty. Pytam zatem: czym są moje rezultaty?
Moim pierwszym w życiu słowem musiało być pozbawione znaczenia, płaczliwe "Aaa..". Następnie przeszedłem do zanegowania rzeczywistości w formie "Bee". Przy C pojawiła się Ciekawość. "Co to jest?" - pytałem. "Dupa" (jako czterolatek przechodziłem pierwszą fazę używania wulgarnych słów). Następnie "Eee", w formie odmowy wysublimowanej, bardziej świadomej. No i rzecz jasna "Fuu", umiejętność oddzielania pereł od gnoju. I tak się przetoczyłem dalej przez ten alfabet i dotarłem w końcu do Zet. Zmęczony. Zaczepny. Zaborczy, zaciekły, zwieszony, zdławiony, zagmatwany, zawikłany, zbolały, zatruty, zrażony, złośliwy, zirytowany, zaniepokojony, zasępiony, znużony, zawieszony, zahamowany... Zdaje się, że zgromadziłem zawikłany zestaw zjawisk. Zestawione zdają się zasklepiać w zamęt i zgubienie. Zniknąć. I znowu się zrodzić. A!
Ale przecież nie jest tak źle, to bardziej poezja na potrzebę chwili niż skomlenie czy narzekanie. Przyznaję, że przez ostatnie dwa lata za bardzo stonowałem. Cierpię na przewlekłe nieporuszenia. Mam uboższą mimikę twarzy. Cichnę i obserwuję. Natomiast ta dzisiejsza urodzinowa świadomość bycia skompletowanym do działania daje obraz wielu możliwości i jakoś mnie łechce. Jestem piekielnie ciekaw co się wydarzy. W mojej głowie, na moim papierze. Czyli w życiu moim.
Sounds Like a Me-lo-dy!
Jestem zwierzęciem nocnym. Nie sypiam nocami, wydłużam sobie maksymalnie czas zanim zasnę. Po prostu szkoda mi spać - chcę być przytomny jak najdłużej, nawet jeśli nic nie robię. Nie lubię spać, spanie jest stratą czasu. Sny też nieciekawe, horrorowate, zaropiałe - a i dodatkowo trudno się obudzić (dlatego, między innymi, myśl o powrocie na uczelnię wywołuje we mnie odruch wymiotny).
Jesień idzie, czuję to. Ostatnio moje "artystyczne" libido ma skoki. Trzy dni płodności, po czym kilka bezrobocia - cykl się powtarza. A miałem wykorzystać wakacje maksymalnie jeśli chodzi o skrobanie pracek. To se ne da.
Oglądałem dziś rano, przed snem, program o schizofrenii. I tak się zastanawiam, czy mogę sobie jakieś objawy przypisać. To oczywiście utajona hipochondria podszeptuje mi takie głupoty. Ale mimo wszystko wynalazłem analogię. Nie bez przyczyny 14 września to dzień solidarności z chorymi na schizofrenię.
PS. Kasia oglądając klip do Space Oddity: "No nie mogę... On wygląda jak... wirus HIV!"
Z trzech beczek
Beczka pierwsza.
Czuję się lekko rozczarowany czteromiesięcznym opóźnieniem premiery nowej płyty Marilyn Manson. Wierzę jednak, że z różnych przyczyn nie dało się tego umieścić w tegorocznym, osobistym kalendarzyku Mr.Mansona. Może będzie miał on teraz więcej czasu na udoskonalenie udoskonaleń.
Beczka druga.
W końcu reaktywowano oficjalną stronę transowo-industrialowej damy polskiej sceny muzycznej. Brawa za nowy imidż stronki! Link do Nosowska On-line w linkach po prawej.
Beczka trzecia.
Przyjechała do mnie rodzina na zaległy, urodzinowy torcik. Jak przystało na urodzinowych gości, usadowili się przed odbiornikiem telewizyjnym, bo Plebania leciała. Nie narzekam, bo przynajmniej nie muszę wegetować razem z nimi przy jednym stole.
Ciotka: Wiesz, ja już nie dokończę tego torta, już nie mogę...
Babcia (atakując za wcześniejszą złośliwość): Nieładnie, zjedz, zostawiłaś śmietnik na talerzu, a przeciez ty zawsze taka porządna, wszytsko musi być u ciebie idealne...
Ciotka: No to trudno, to się zrzygam!
Ostatnie godziny…
...dziewiętnastego roku mojego życia. Spędzam je przy komputerze. Dosyć małociekawy sposób.
Dzień mnie zmęczył przeokrutnie, nie wiem co jest, lecz moje ciało wymaga coraz wiecej wypoczynku.
Moja miłość została dziś odchwaszczona i nabrała świeżości. Zapowiada to lepszy czas dla obojga...
Odkryłem ostatnio magię francuskiego duetu Air i zachwyconym się czuję. Gdyby przemieszać ich utwory z utworami Madonny z płyty "Erotica", powstałaby mieszanka stymulująca, pobudzająca do czynności miłosnych... Polecam - sprawdźcie w praktyce. Można do tego dodać również Portishead.
Wyczytałem dziś w Cosmopolitan, iż mężczyźni o małym członku są mistrzami sztuki oralnej, o średnim dbają o orgazm drugiej osoby i są romantyczni, o długim napletku są perwersyjni, a o wielkim penisie są narcystyczni. Kto by pomyślał...
Jestem romantykiem gwoli wyjaśnienia.
Dość o cielesności.
Moja psyche chyba mnie dziś zawodzi, czuję się lekko niezdolny do życia, szkoła powoduje zmęczenie. Poza tym idzie jesień...
