Przedefiniujmy artystę

Siedząc parę dni temu na winie i papierosie w kuchni u Kasi ponownie rozwlekłem kwestię definiowania artysty, czym zdaje się wywołałem w Piotrze niepokoje, które w konsekwencji rozrosły się do rzucania przez niego odruchowych złośliwości w moją stronę. Komunikował mi między słowami, żebym "nie czuł się za dobrze" i "nie był z siebie taki zadowolony", co jest dziwne, bo jakiż mógłby mieć w tym interes, poza tanią satysfakcją z niczego? Za tym wszystkim czaił się alkoholowy bąk rywalizacji. Ponoć wychodząc kopnąłem go w piszczel i zagroziłem, że zacznę omijać jego dom. Nie wiem, nie pamiętam. On też nie! Było minęło.
Ale przejdźmy do sedna. Co to znaczy być artystą? Dlaczego jest to traktowane jako atrybut przysługujący permanentnie? Uważam, że bycie artystą to stan tymczasowy. Zazwyczaj bywam artystą w okolicach piątej rano, dzisiaj byłem artystą pomiędzy 14:09 a 15:00, jutro... czy jutro w ogóle będę się czuł artystą? Czy można, dajmy na to, kupować bułki w sklepie, lub załatwiać sprawę na poczcie i nadal twierdzić o sobie "artysta"? Jestem artystą w momencie, gdy coś tworzę. Nie musi być to nawet nic namacalnego, wystarczy, że w danej chwili myślę w sposób twórczy, czy nawet filozoficzny. Jestem artystą w momencie, gdy to piszę, etc. Ale co, gdy nie wykonuję żadnej z tych rzeczy? Pomiędzy tymi artystycznymi momentami określenie artysta zwyczajnie traci swoją moc i podstawę, na jakiej może być adekwatne... Potoczna definicja artysty jest rzecz jasna wygodna i ułatwia komunikację i nazewnictwo. Ale! Diabeł tkwi w szczegółach i dobrze czasem diabłu zajrzeć do tyłka. Nie zdziwię się, jeśli mówiąc o tym przyniosę komuś ulgę w pretensjach do bycia artystą. A innym w pretensjach do tych pretensji.
Szkicownik
Dostałem ładny pomarańczowy szkicownik. Teraz jeszcze potrzebne mi parę markerów i będę z niego robił dobry użytek. Tymczasem rozdziewiczyłem go (a bałem się, bo taki ładny, że aż strach w nim rysować). Oto Kamil, siedzący:










