Nocne seanse dla dorosłych
Są to sny, które nadają się na historie komiksowe. Albo na ilustracje. Często związane są z elementami seksu i przemocy - historie erotyczne przechodzą w makabrę, horror, nawet gore. Nie wiem skąd we mnie te krwawistości, ja nawet tego nie lubię. Ale przydarzają mi się, gdy śpię. Niczym erotoman elektryzuję się kontaktami intymnymi, niczym rzeźnik oglądam bolące, otwarte mięsa (swoje i obce). Jednak w momencie, gdy mam sen-film, a więc nie uczestniczę w nim bezpośrednio, mogę odetchnąć z ulgą - nic z tych rzeczy nie przydarzy mi się i nie wywoła fizycznego bólu.
I proszę sobie nie wyobrażać, że ja tylko o tym śnię. To tylko fragment tego sennego świata. W moich snach wiją się bardzo podstępne i przemyślane wątki. Zdarza się, że spotykam na swojej drodze ludzi, którzy potrafią mnie zagiąć słownie, lub zadać zagadkę, do której nie potrafię udzielić odpowiedzi. Gdy sami odpowiadają, nagle wszystko staje się jasne i olśniewające. Manipulują mną, robią w konia, kłócą się ze mną, kłamią. Jeśli spojrzeć na to z boku, wówczas jasno widać, że to ja manipuluję sam sobą, sam się robię w konia, kłócę się z sobą i kłamię sobie na poziomach różnych osobowości. A nawet więcej, oszukuję się do tego stopnia, że śnię o budzeniu się, a następnie wierząc, że to jawa, dalej śnię, aż ponownie się wybudzam, nie wiedząc, że dalej śnię o kolejnym wybudzeniu, etc. Nie przestaje mnie to zadziwiać.
I tak na przykład dzisiejszego poranka, w ostatniej godzinie snu zaczęły się sekwencje filmowe. Zima, niebiesko-blada gama kolorów, typu Zmierzch. Jestem (jako kamera, widz) w korytarzu, na wprost drzwi. Otwierają się, wpada chmura rozproszonego wiatrem śniegu, za nią ostre, zimne słońce. Wchodzą dwie osoby, chłopak i dziewczyna. Obejmują się ramieniem, podpierają. Jest wojna, znaleźli schronienie. Widzę ślady czerwonej krwi na ich ubiorach. Chłopak patrzy dziewczynie w oczy, chwila zawieszenia i ciszy. Odgłos wiatru zanika, spowolnione spojrzenia informują mnie, że jest między nimi głębsza więź. Prawie słyszę to typowe dla sytuacji bicie serca. Chłopak mierzy strzelbą w dziewczynę, oddaje strzał. Drugi. W całym tym spowolnieniu widzę jej smutną twarz, która pochyla się w dół, aby w okolicach mostka dostrzec na białej sukience dwie ciemnobordowe rany, zarysowane równo niczym małe plastry buraka na talerzu.
Oburzenie, jestem wśród widowni. Nauczycielka polskiego przyszła na ten film ze swoją klasą. "Ten film jest pełen bezmyślnej przemocy" - zwraca się do mnie. Zabiera dzieciaki z foteli. Znam tę twarz, spośród czterech nauczycielek polskiego z jakimi w życiu miałem lekcje, tylko wobec tej nie czułem żadnego szacunku. Patrzę na nią, chwytam jednego z wystraszonych 10-latków, biorę go na ręcę i przytulam. "Wytłumaczę ci, co się stało" -- mówię mu opiekuńczo, ale tak, żeby tamta słyszała. "Wojna to najokrutniejszy rodzaj przemocy jakiego doświadczają ludzie. Ten chłopak zastrzelił dziewczynę, bo widziała wojnę. Była ubrana na biało, a więc uosabiała niewinność. Zabił ją, żeby uchronić ją przed utratą tej niewinności". Chłopak rozumie, przytakuje smutno, nadal uwieszony. Wybałuszam się na nauczycielkę, żeby dać jej do zrozumienia swoją przewagę nad jej zdolnościami interpretacyjnymi. Ona mruży oczy i pyta nagle: "Ty masz chyba mało znajomych, co?" Bezczelna baba! Chce mnie podejść od tej strony! "Mam na tyle, aby nie czuć niedosytu" - odpowiadam nieco zmieszany jej nagłą złośliwością. Odprowadzam chłopczyka do drzwi, które są drzwiami jego domu, a jednocześnie drzwiami łazienki. Ściany w kolorach łososia zmieszanego z beżem, sztuczne światło u sufitu. Tutaj wracam do bycia kamerą, widzę jak chłopak wchodzi, zmierza w stronę lustra. Dzwoni mu telefon. To jego dziewczyna. Zamiast z nią rozmawiać, mówi żeby poczekała, zaraz jej coś podeśle. Rozbiera się do białych majtek, uchyla je, cyka z aparatu w komórce fotkę swojego penisa. I szczerzy się zadowolony przed lustrem. Budzę się, siadam na łóżku. Nie wiem po co uświadamiałem go w kwestii niewinności, skoro on już swoją utracił. Za chwilę uderza mnie to, że śniąc przeszedłem od przemocy do seksu. Znowu.
Kosmos
Dziwnych snów ciąg dalszy. Gombrowicz skonstruował w tajemnicy kapsułę kosmiczną i wystrzelił się w kosmos. Zabrał ze sobą jednego pasażera oraz trochę zdjęć pornograficznych. Obaj chcieli uzyskać prędkość absolutną, rozpłynąć się raz na zawsze w przestrzeni. Kapsuła spadła na Ziemię, zebrał się tłum gapiów, ekipa ratownicza. Chłopaka odratowano, Gombrowicza nie. Byłem tam - gdy nikt nie patrzył uszczknąłem kawałek kapsuły i z wielkim smutkiem schowałem do kieszeni. Na pamiątkę.
Poza tym chodzę jak debil i nie wiem co ze sobą zrobić.
Pole
Śniło mi się, że stałem na ogromnym, pustym, jesiennym polu. Po orce, lekko mgliście, na horyzoncie niemrawo widoczne blade słońce. Na skraju pola siedział kapłan, czy też szaman. A ja szedłem i szedłem, a im dalej od niego odchodziłem, tym bardziej się starzał, wiotczał w oczach. Miałem fajkę z bawolego rogu, z której nieprzerwanie paliłem tytoń. Szedłem tak, bez przystanku, w stronę horyzontu, wiedząc, że ta podróż to moje przemijanie.
Ostatnie dni to niespodziewany spazm, poruszenie, niewiedza.
Sen o Ferdydurke
Sounds Like a Me-lo-dy!
Jestem zwierzęciem nocnym. Nie sypiam nocami, wydłużam sobie maksymalnie czas zanim zasnę. Po prostu szkoda mi spać - chcę być przytomny jak najdłużej, nawet jeśli nic nie robię. Nie lubię spać, spanie jest stratą czasu. Sny też nieciekawe, horrorowate, zaropiałe - a i dodatkowo trudno się obudzić (dlatego, między innymi, myśl o powrocie na uczelnię wywołuje we mnie odruch wymiotny).
Jesień idzie, czuję to. Ostatnio moje "artystyczne" libido ma skoki. Trzy dni płodności, po czym kilka bezrobocia - cykl się powtarza. A miałem wykorzystać wakacje maksymalnie jeśli chodzi o skrobanie pracek. To se ne da.
Oglądałem dziś rano, przed snem, program o schizofrenii. I tak się zastanawiam, czy mogę sobie jakieś objawy przypisać. To oczywiście utajona hipochondria podszeptuje mi takie głupoty. Ale mimo wszystko wynalazłem analogię. Nie bez przyczyny 14 września to dzień solidarności z chorymi na schizofrenię.
PS. Kasia oglądając klip do Space Oddity: "No nie mogę... On wygląda jak... wirus HIV!"









