Sprawa Justina Biebera
Justin Bieber to nowy typ sensacji: wylansowany na Youtube, kontrakt z dużym labelem, histeria. Na czym polega jego fenomen? Większość z nas patrząc na Biebera ma ochotę skręcić sobie kark (tylko po to, żeby móc spojrzeć w stronę przeciwną). Jest w nim zawarta niepokojąca seksualność — niepokojąca, bo chłopak ma już 16 lat, a nadal pozostaje zaklęty w androgyniczne dziecko. Jako przepełniony dobrem i słodyczą lolitek, jest promowany na zdobywcę dziewczęcych serc. Mimo to zaledwie w ciągu roku stał się wielki. Tak szybko jak Gaga, którą zresztą ostatnio prześcignął: jeden z jego teledysków został wyświetlony ponad 250 milionów razy, co jest nowym rekordem Youtube'a.
Praca to praca, a jako osoba z profesjonalnym nastawieniem podejmuję przemyślane decyzje jeśli chodzi o budowanie portfolio. Jestem naprawdę daleki od tego, żeby lubić ten typ popu. Moje sympatie muszą jednak pozostać na chwilę zawieszone, ażebym mógł wykonać zadanie w pełni. I wykonałem. Okładka, która będzie zdobiła nieautoryzowany komiks biograficzny Biebera jest chyba jedną z dziwniejszych rzeczy, jakie do tej pory mi zlecono.
Obrazek jest inspirowany Małym Księciem de Saint-Exupery'ego. Pomysł powstał z prostego skojarzenia sytuacji dziecka w świecie dorosłych i został podsycony tytułem płyty Biebera (My World). Na tym moja rola się kończy. Informacja o komiksie zbiera jednak tak nierówne reakcje jak samo istnienie Biebera. Po pierwsze i najważniejsze: ile faktów z biografii dziecka da się zmieścić na 30-tu stronach? I, na boga, na ile ciekawych? Wstawiając pracę na DeviantArta podpisałem ją "Oto portret nowego antychrysta Justina Biebera do jego komiksu biograficznego". Z miejsca podchwycił to jeden z bardziej popularnych blogów, ciesząc się tym, że nawet autor okładki ma opory do tej postaci. Musiałem to zmienić na prośbę redaktora, który uskutecznia właśnie promocję, bo news rozplenił się dalej. Zmieniłem, bo to przecież jego zyski, więc czemu miałbym się wpychać w paradę. Nie zmienia to jednak faktu, że nadal uważam Biebera za nowego antychrysta. Koniec z erą Jerry'ego Springera! W tym słodkim, dobrym i uzdolnionym (choć głupiutkim) dziecku tkwi utajone wielkie zło. Jak szybko pożre go showbiznes i jak szybko wydali w formie demonicznej i bezwzględnej? Jeszcze zdążymy się o tym przekonać śledząc przez najbliższe lata tabloidowe ploty.
Info o komiksie z E! News.
Pokwietniowy spleen
Kwiecień wraz z jego krzywym układem planetarnym na szczęście już za nami. Samoloty, wulkany, trzęsienia ziemi, redefiniowanie przyjaźni, szalona pogoń za wypełnianiem próżni, etc. Smoleńska obsesja śmierci jest nadal czynna, choć podsycana już tylko ewentualnie przez prywatne zboczenia pana Pospieszalskiego. W którymś momencie w dziwaczny sposób przeszła na kanał libido — jakaś osoba z rozbiegu wpisała w google "Olejniczak porno". Myślę, że można to potraktować jako oznakę pożałobnej ulgi i powrotu na Ziemię.
Wulkan. Oczywiście uspokoił się jak tylko minął czas mojej podróży do Grecji. Uważam, że nie był to zbieg okoliczności, tylko wykalkulowany sabotaż. No bo takie rzeczy zdarzają się tylko w filmach. Choć jeśli się zastanowić, to doświadczam coraz więcej filmowych sytuacji. Czy to znak, że przestaję chwytać tak zwane realne życie? Być może. Wszak wyniosłem z niego głównie bukiet neuroz. Poza tym termin "realne życie" to jedna z największych iluzji, więc samo pytanie robi na mnie średnie wrażenie; ot, dramatyczny efekt retoryczny).
Do grona kwietniowych zgonów doliczę też Ugly Betty, którą zagazowano permanentnie po czwartym sezonie, prezentując zupełnie nijaki finał. Konfuzja. W ramach żałoby wymasowałem swój płat kulturalny filmami — Allen, Cameron, Polański, Scorsese, czyli nowiny z poważniejszej, "wielkiej" półki. Chwilowo zawieszam też oko na Glee, jako, że rysuję związaną z tym okładkę dla BlueWater Productions (sześć postaci na jednym formacie to nie lada wyczyn!). Ryan Murphy zmienił konwencję — po genialnych Nip/Tuck i Running with Scissors ciężko stwierdzić czy przejście do Glee to krok naprzód. Konfuzja, przyzwyczajanie. Ujął mnie wuefistką. Bo nie ma to jak dobry, charakterny i soczysty stereotyp. Szczególnie gdy jest okołolesbijski.
Okładkę do Clintonów mogę już oficjalnie pokazywać. Rosie O'Donnell i Justin Bieber muszą jeszcze chwilę poczekać. Na gwałt szukam nowych zleceń, bo nie chcę wchodzić w wiosnę na golasa. Zresztą (jak zwykle) wchodzenie w wiosnę jest jak wydobywanie się z basenu wypełnionego budyniem. Nawet jak przebierasz nóżkami, to efekt marny. Dodatkowo umarło słońce i budząc się rano odnosi się wrażenie, że przyszła już jesień. Konfuzja. Ale nie zraża mnie to, bo za tydzień piąty zlot Mansonowców w Warszawie. Oczywiście, że będę. Jeśli Kamil zdecyduje się tam na granie, to zamawiam u niego remiks Gagi z Metalliką:
WulkAnus
Według starożytnego przeświadczenia makrokosmos ma bezpośredni wpływ na mikrokosmos, z którym to się wzajemnie przenika i zjednuje. Ponoć w kwietniu mamy "zły układ planet". Widać to po katastrofie w Smoleńsku, po trzęsieniu ziemi w Tybecie, jak również po tym, że islandzki wulkan postanowił spierdzieć się na całą Europę. Tkwiący w tym zbieg okoliczności zaczął mnie poważnie denerwować: wulkan aktywował się tam, gdzie są masy lodu, dzięki czemu w połączeniu z magmą mógł dać na tyle gigantyczną chmurę, żeby sparaliżowaćć ruch w przestrzeni powietrznej całego kontynentu— i zrobił to akurat wtedy, gdy raz w ciągu 26 lat mam lecieć, żeby spotkać się z Mansonem. A podróż dopięliśmy na ostatni guzik i wierzyliśmy do ostatniego momentu w jej powodzenie. Na pół godziny przed wyruszeniem uzyskaliśmy informację o tym, że anulowano nam lot. Jednocześnie Manson dał znać, że też nie ma możliwości przylotu i przekłada wystawę na następny tydzień. Szczęście w nieszczęściu. Niedługo podejście drugie, a tymczasem niepewność i czas przebukowań.
Jednocześnie spieszę donieść, że w zeszłym żałobnym tygodniu osiągnąłem niespotykaną dla siebie wydajność w postaci wykończenia aż trzech prac. Najpierw portret Ellen DeGeneres dla BlueWater, na okładkę drugiego wydania jej les-biograficznego komiksu (pierwsze rozeszło się na przestrzeni tygodnia). Potem Justin Bieber zaaranżowany po trosze na postać Małego Księcia, również dla BlueWater. A na zwieńczenie zupełnie nowy Manson, tym razem o alchemiczno-hermetycznym zapaszku, w pozycji, która reprezentuje owo przenikanie się świata makro i mikro. Praca ta, tuż obok angielskiego wydania "Ferdydurke", jest częścią prezentu, którego jeszcze nie dowiozłem na miejsce.
Advanced Photoshop #41
W najnowszym numerze brytyjskiego magazynu Advanced Photoshop znalazło się moje dwustronicowe portfolio, wraz z krótkim artykułem autorstwa Adama Smitha.
Takie tam
Zauważyłem dziś, że nadal mamy na balkonie nie zdjęte lampki choinkowe. Już się nie opłaca ich zdejmować, w końcu święta niedługo. Kiedyś u starego w pokoju wisiały przez cały rok noworoczne serpentyny - i w sam raz na kolejnego Sylwestra były. Ten dom jest dziwny. Ale praktyczny.
A tak w ogóle, to wydrukowali mnie. Mój kolorowy, dinozaurowy art zdobi tylną okładkę "Znakomiksu" nr 11.
W sumie to dobrze, że studia się zaczynają. Jestem na takim etapie niechcęmisia, że jak zajdę dalej, to istnieje ryzyko, że umrę. Szkoła trochę pobudzi do aktywności. A i fuchę złapałem, więc muszę się wytężyć... Nie wspominając o obrazie, który obiecałem namalować pewnej kobiecie za zwolnienie z wf-u. Tak, wciśnięto nam w plan wychowanie fizyczne. A jako, że jestem już fizycznie wychowany, postaram się obejść to szerokim łukiem.











