Bullsik Gallery | Michał Szyksznian
30sty/10

Byliśmy przed Antychrystem

Von Trier miał podobne intuicje lecz lepsze środki. My za to mieliśmy lepszą imprezę. Gdy zechcecie mnie gdzieś zaprosić, weźcie pod uwagę, że może powtórzyć się to, co poniżej. Zdjęcia zrobione komórką na urodzinach Kasi w zeszłym roku.

30maj/09

Antychryst

Byłem, widziałem. Lis. Oglądałem kiedyś kilka wcześniejszych obrazów von Triera, ale mam na tyle słabą pamięć do filmów, że po paru latach nic mi z nich nie pozostaje. Więc obejdzie się na szczęście bez porównywania, jestem na świeżo - można powiedzieć, że to moje pierwsze z nim zetknięcie, więc nie będę oceniał, czy aby von Trier zapachniał zbukiem, czy wzniósł na wyżyny. Nawet więcej - cały von Trier mnie w tym przypadku średnio zajmuje. Zajmuje mnie sam lis, ..tfu! film.

Może zacznę od kina. Siedziałem wśród tępej obory w otoczeniu ludzi, którzy przyszli, bo przyszli i myśleli, że zafundowali sobie dobrą gumę do żucia dla oczu na piątkowy wieczór. Chichy licealistek, pusty dowcip licealistów, gadanie, buczenie, pierdolenie na uszko - a przecież każdy i tak to słyszy. Giry na fotelu, na moim fotelu, ciągłe pulsowanie oparcia. Nerwica. Chi chi, bla bla. Dlaczego nie mogli po prostu wyjść skoro im się nie podobało? Tak zrobili ludzie mający więcej klasy. Nie chcieli stracić kasy za bilet? Dlaczego więc odbierali mi moją? Poczułem się staro - ta młodość siedząca za mną była rozczarowująca. Zdaje się, że wychowaliśmy się w innych kontekstach rzeczywistości. Ich młodość nie dała im pasjonującego materiału na przyszłość.

Natura tożsama ze złem. Ciekawa koncepcja wyjściowa, szczególnie, gdy weźmie się pod uwagę średniowieczny zabieg marketingowy Kościoła polegający na utożsamieniu wizerunku bóstwa pogańskiego (kultu Natury) z diabłem. Kobieta tożsama z naturą. Jeszcze lepiej - wyciekające z głębi zło, jej natura wewnętrzna, jej Antychryst, terapia uskuteczniana na śnieżnej kuli, która toczy się i w histerii swego naturalnego toczenia traci kontrolę.

Zwierzęca symbolika i mądrawe dialogi zdawały się być jakoś niedoszyte do reszty. Brzmiały i wyglądały nieco niepłynnie, wchodziły z nagła, z nagła wychodziły. Brakło spoiwa. Ale to i tak smakowało, robiło wrażenie, szczególnie, że działo się pomiędzy dwojgiem i drzewami. Akceptuję tę metaforykę. Akceptuję tę pornografię. Nawet, jeśli ten lis nie mógł się powtrzymać i zrobił to, chcąc zadowolić całą widownię.

Living on video

David Bowie - Space Oddity (1971)

UserOnline

Users: 5 Guests

Meta

Ostatnie komentarze

Archiwum

Last.fm

The Boxer
30 Jul 2010, 13:06
The Boxer
30 Jul 2010, 12:47
The Boxer
30 Jul 2010, 12:41
The Boxer
30 Jul 2010, 12:35
The Boxer
30 Jul 2010, 12:32

Newsletter