TVC 15
Tym, co przywraca mi teraz wiarę w człowieka, jest Discovery Science. To nie kokieteria, ja to faktycznie przeżywam. Mogę oglądać godzinny program o budowaniu największych teleskopów lub tam na rzekach, podglądać medycynę przyszłości lub poznawać fizykę teoretyczną i za każdym razem mój zwieracz wydziela cichy jęk podziwu. Miewam silne wzruszenia (szczególnie przy eksploracji kosmosu), a nawet zalążki łez. Na przykład ostatnio, podczas oglądania Superludzi, leżałem z rozdziawionymi usty i w całkowitej czołobitności. Bo proszę ja was, jakaż bladość innych wychodzi na jaw w obliczu człowieka, który z powodu wady genetycznej posługuje się naturalnym algorytmem obliczania potęg zawierających w swym wyniku po kilkadziesiąt cyfr. Albo ta zmutowana synestetyczka... Ja mam synestezję najprostszą - kojarzę znaki i pojęcia z barwami. Ale jakaż to mierność, przy osobie która w czasie rzeczywistym percypuje kolory i smaki otaczających ją dźwięków! A co powiedzieć na ślepego od urodzenia malarza, który maluje pejzaże i architekturę, i to w perspektywie? Albo na mężczyznę kontrolującego wewnętrzną temperaturę swojego ciała?
Gdy ujrzałem te niemożliwości, rozcapierzyłem się szeroko w stronę nieba w greckim, tragicznym grymasie. Choć na ogół po zachodzie słońca staram się nie spoglądać w tę stronę (niczym prawdziwa Świnia, rocznik 1983), ponieważ nocne niebo często napawa mnie lękiem. Rzeczy, których nie jesteśmy w stanie zrozumieć, zawsze będą wywoływać strach. Ludzki umysł nie jest w stanie pochwycić idei nieskończoności, więc ta płachta czerni nad głową bywa ciężarem nie do przejścia. Mimo, że z fizycznego punktu widzenia jest obrazem z przeszłości, to dla mnie jest jednak niczym wybieg w przyszłość, ku rzeczom, które i tak się nie ziszczą. To jeden z elementów tego tragizmu.
Poza Discovery Science i poza przypadkowymi programami przyrodniczymi spoglądam też na Zone Club i Polsat Cafe. Nie ma to jak dobre, szmatławe reality, czy programy o stylu, modzie i operacjach plastycznych. I o ile Discovery wprowadza we mnie uczucie podziwu dla człowieka, tak te programy bardzo często degradują to wszystko do poziomu ujemnego. Zdaje się, że rządzi mną wewnętrzna, nie do końca uświadomiona potrzeba balansu. Jeśli wyciągnąć z tych wszystkich moich odczuć średnią, wówczas wychodzę na zero. Ale jakże trójwymiarowe zzero.
Ostatnim z moich ulubionych kanałów jest Ezo TV, czy też wróżki pleniące się nocami po TVNie. Poza tym, że jest to wspaniała szkoła pieprzenia trzy po trzy, jest to również zestaw życiowych, dramatycznych prawd i niekontrolowanych wtop. Pewnie zastanawia Was czy dzwonię po wróżby. Nie, absolutnie, ale raz mi się zdarzyło wysłać smsa, tak z ciekawości. Niestety, nie poszedł na antenę, ale nie czuję się oszukany, ponieważ do dziś otrzymuję zachęty typu: "Jest spisek przeciwko Tobie, obiecuje pomoc - stanelam po Twojej stronie, bede bronic Twojej racji. Slij PLAN na nr... (3,66 zł)". Wróżki czuwają nade mną 24 godziny na dobę.









