Bullsik Gallery | Michał Szyksznian
15maj/10

Pokwietniowy spleen

Kwiecień wraz z jego krzywym układem planetarnym na szczęście już za nami. Samoloty, wulkany, trzęsienia ziemi, redefiniowanie przyjaźni, szalona pogoń za wypełnianiem próżni, etc. Smoleńska obsesja śmierci jest nadal czynna, choć podsycana już tylko ewentualnie przez prywatne zboczenia pana Pospieszalskiego. W którymś momencie w dziwaczny sposób przeszła na kanał libido — jakaś osoba z rozbiegu wpisała w google "Olejniczak porno". Myślę, że można to potraktować jako oznakę pożałobnej ulgi i powrotu na Ziemię.

Wulkan. Oczywiście uspokoił się jak tylko minął czas mojej podróży do Grecji. Uważam, że nie był to zbieg okoliczności, tylko wykalkulowany sabotaż. No bo takie rzeczy zdarzają się tylko w filmach. Choć jeśli się zastanowić, to doświadczam coraz więcej filmowych sytuacji. Czy to znak, że przestaję chwytać tak zwane realne życie? Być może. Wszak wyniosłem z niego głównie bukiet neuroz. Poza tym termin "realne życie" to jedna z największych iluzji, więc samo pytanie robi na mnie średnie wrażenie; ot, dramatyczny efekt retoryczny).

Do grona kwietniowych zgonów doliczę też Ugly Betty, którą zagazowano permanentnie po czwartym sezonie, prezentując zupełnie nijaki finał. Konfuzja. W ramach żałoby wymasowałem swój płat kulturalny filmami — Allen, Cameron, Polański, Scorsese, czyli nowiny z poważniejszej, "wielkiej" półki. Chwilowo zawieszam też oko na Glee, jako, że rysuję związaną z tym okładkę dla BlueWater Productions (sześć postaci na jednym formacie to nie lada wyczyn!). Ryan Murphy zmienił konwencję — po genialnych Nip/Tuck i Running with Scissors ciężko stwierdzić czy przejście do Glee to krok naprzód. Konfuzja, przyzwyczajanie. Ujął mnie wuefistką. Bo nie ma to jak dobry, charakterny i soczysty stereotyp. Szczególnie gdy jest okołolesbijski.

Okładkę do Clintonów mogę już oficjalnie pokazywać. Rosie O'Donnell i Justin Bieber muszą jeszcze chwilę poczekać. Na gwałt szukam nowych zleceń, bo nie chcę wchodzić w wiosnę na golasa. Zresztą (jak zwykle) wchodzenie w wiosnę jest jak wydobywanie się z basenu wypełnionego budyniem. Nawet jak przebierasz nóżkami, to efekt marny. Dodatkowo umarło słońce i budząc się rano odnosi się wrażenie, że przyszła już jesień. Konfuzja. Ale nie zraża mnie to, bo za tydzień piąty zlot Mansonowców w Warszawie. Oczywiście, że będę. Jeśli Kamil zdecyduje się tam na granie, to zamawiam u niego remiks Gagi z Metalliką:

19kwi/10

WulkAnus

Według starożytnego przeświadczenia makrokosmos ma bezpośredni wpływ na mikrokosmos, z którym to się wzajemnie przenika i zjednuje. Ponoć w kwietniu mamy "zły układ planet". Widać to po katastrofie w Smoleńsku, po trzęsieniu ziemi w Tybecie, jak również po tym, że islandzki wulkan postanowił spierdzieć się na całą Europę. Tkwiący w tym zbieg okoliczności zaczął mnie poważnie denerwować: wulkan aktywował się tam, gdzie są masy lodu, dzięki czemu w połączeniu z magmą mógł dać na tyle gigantyczną chmurę, żeby sparaliżowaćć ruch w przestrzeni powietrznej całego kontynentu— i zrobił to akurat wtedy, gdy raz w ciągu 26 lat mam lecieć, żeby spotkać się z Mansonem. A podróż dopięliśmy na ostatni guzik i wierzyliśmy do ostatniego momentu w jej powodzenie. Na pół godziny przed wyruszeniem uzyskaliśmy informację o tym, że anulowano nam lot. Jednocześnie Manson dał znać, że też nie ma możliwości przylotu i przekłada wystawę na następny tydzień. Szczęście w nieszczęściu. Niedługo podejście drugie, a tymczasem niepewność i czas przebukowań.

Jednocześnie spieszę donieść, że w zeszłym żałobnym tygodniu osiągnąłem niespotykaną dla siebie wydajność w postaci wykończenia aż trzech prac. Najpierw portret Ellen DeGeneres dla BlueWater, na okładkę drugiego wydania jej les-biograficznego komiksu (pierwsze rozeszło się na przestrzeni tygodnia). Potem Justin Bieber zaaranżowany po trosze na postać Małego Księcia, również dla BlueWater. A na zwieńczenie zupełnie nowy Manson, tym razem o alchemiczno-hermetycznym zapaszku, w pozycji, która reprezentuje owo przenikanie się świata makro i mikro. Praca ta, tuż obok angielskiego wydania "Ferdydurke", jest częścią prezentu, którego jeszcze nie dowiozłem na miejsce.

25lut/10

Piekło, itd.

Coraz bardziej oddalam się od mainstreamu życia codziennego, czyli od myślenia o stałym zatrudnieniu, mieszkaniu, karierze zawodowej, czy emeryturze. Przestałem już nawet walczyć i wymuszać na sobie pewne rzeczy — ja po prostu jestem w chwili obecnej zorganizowany psychicznie w sposób, który się z tym wszystkim mija. Nie mogę, nie godzę się, jestem twórczym duchem zamkniętym w niemożności realizacji z powodów pieniężnych! Sytuacja, delikatnie mówiąc, żalowa, ale niestrudzenie szukam rozwiązania.

W kwietniu Manson ma nową wystawę swoich prac w Atenach. Tytuł wystawy: Hell, etc. Niestety, przeloty samolotem są dla mnie cenowo zabijające, choć zobaczymy co da się do tego czasu zrobić. Wieczór inauguracyjny (na którym Manson będzie obecny)  jest tylko na zaproszenia, ale udało mi się pociągnąć odpowiedni sznurek. Mimo wszystko, jeśli Szyksznian nie będzie w stanie przyjechać do Mansona, to może i Manson przyjedzie do Szykszniana: zaproponowałem kuratorowi wystawy, aby ruszyć z Hell, etc. poza Grecję, wprost do Warszawy. Wstępnie są chętni, jednakże rzecz może zależeć przede wszystkim od tego, czy wystawa nie "wyprzeda się" już w Atenach.

Śnił mi się ostatnio Gombrowicz i jest to prawdopodobnie wywołane moim powrotem do wzmożonej lektury okołogombrowiczowskiej. Książkę Agnieszki Stawiarskiej, opisującą rzeczywistość Gombrowicza od momentu, gdy się pojawił na Ziemi, do jego emigracji w 1939 roku (Gombrowicz w przedwojennej Polsce) pochłonąłem z wypiekami. Nie wiem w jaki sposób pani Stawiarska ogarnęła tak przepastny materiał, ale winszuję. Czytanie o literackim światku Warszawy z okresu międzywojnia i lawirowanie między setkami nazwisk i wypowiedzi wprowadziło mnie w czasowy kołowrotek — zacząłem to wszystko "widzieć i słyszeć", niczym film historyczno-biograficzny. Rzecz niezwykła i do polecenia. W chwili obecnej mierzę się z kolei z cegłą korespondecyjną: 19 lat wymiany listów pomiędzy Gombrowiczem a Giedroyciem (redaktorem "Kultury"). I szczerze powiem: wolę jednak biografie i korespondencję niż "analizy twórczości". Z tych pierwszych więcej się dowiaduje o człowieku. A im więcej wiem o człowieku, tym lepiej układa mi się w głowie jego twórczość. Ujęcia naukowe to często przydatna zapomoga umysłowa, ale jednak... to są teksty bez życia i nieco uśmiercające. A przecież tu chodzi o żywe stwarzanie się, nawet pośmiertnie. Ale, do czego zmierzałem? No więc Gombrowicz mi powiedział we śnie, abym pisał, i to już, ponieważ nie ma czasu i inaczej wszystko mi przepadnie. Pomyślę więc o uskutecznieniu wysiłków z Gitarzystą i o zaczepieniu się gdzieś do felietonowania. Odczytuję jego radę również w ten sposób: abym łapał każdą okazję do uczynienia tego, czego pragnę. A pragnę między innymi napisać i wyrysować mojego Mikaela, bo przecież szkoda, aby tak dobra rzecz pozostała w czterech ścianach mojego umysłu.

Living on video

David Bowie - Space Oddity (1971)

UserOnline

Users: 1 Guest, 1 Bot

Meta

Ostatnie prace

Ostatnie komentarze

Popularne wpisy

Archiwum

Last.fm

11 minutes ago
Sam Sparro
21 minutes ago
44 minutes ago
La Roux
1 hour ago

Tagi

alchemia alkohol Batman Bitter Glitter Bluewater Productions David Bowie David Lynch fantasmagorie film filozofia Friedrich Nietzsche Gombrowicz Google Grace Jones Grecja Justin Bieber kino koncert Kraków Którędy? Lady Gaga libido literatura Madame La Kukuruku MansonPl Marilyn Manson miasto Michael Jackson muzyka podróż porno praca magisterska prace publikacje sny studia szkice sztuka telewizja urodziny Warszawa wystawa youtube znajomi śmierć