Bullsik Gallery | Michał Szyksznian
5sie/08

Znowu on

Siedzimy wczoraj, relaks, niezmącenie i nagle Toksyczna śle smsa z Zakopanego (tak, z Zakopanego, a siedzimy akurat w mieszkaniu Meow, która zbiegiem okoliczności pojechała właśnie do Zakopanego - jak to się wszystko zazębia!), żeby włączyć na Dwójkę, bo Gombrowicz. Włączam z wypiekami i patrzymy. I tak nam obwisa wszystko z minuty na minutę. Co to kurna było?! (wypowiadam to tonem Kołaczkowskiej ze skeczu Hrabi pt. "Kobieta"). Dziś patrzę na program co to było i czytam, że to był fabularyzowany dokument pt. Rozdarcie, czyli Gombro w Berlinie. I powiem szczerze, że to powinno mieć tytuł Rozdarcie pana reżysera, czyli Gombro w Berlinie. Ten cały klimat dołu, grobu i pomoru, to cedzenie lektora, jakby z nagła odkrył bezsensowność życia i postanowił nagrać swój głos po raz ostatni, ta czarnobiałość, sepia w retrospekcji, natarczywość zagubienia, słabizna... Co to kurna było? Przecież pan Gombrowicz to człowiek o dystansie, o humorze nawet, płynny, ruchliwy w myśli, żywotny w obliczu spraw najciemniejszych, a nie taka zdechła kupa w zszarzałej kałuży. Ja tego dnia przypadkowo czytałem te berlińskie dzienniki z trzeciego tomu, więc jestem na świeżo (jak to się wszystko zazębia!). Ani przez myśl mi nie przeszło, żeby Gombrowicz się wyrażał w tym tonie fatalnym, gryząc jeszcze ziemię (a w filmie gryzł i to dosłownie). A ta śmierć wszechobecna berlińska, europejska, polska, która naraz się mu objawiła... Jakby z innego korzenia pochodziła niż to w filmie się słyszało, czuło. Jej źródłem była młodość, wonie przeszłości, zarówno samego Gombrowicza, jak i wszystkich berlińczyków okrążających go wkoło. Rozdarcie było spowodowane śmiercią Argentyny (stała się wspomnieniem), ale i śmiercią własną przy tak bliskiej obecności Polski (powrót do Polski zamykałby cykl życia). Ale tego autor chyba nie wychwycił. A może wychwycił, ale to nie brzmiało jak powyższe, tylko jak... nie wiem... rozbicie moralne wskutek zaistniałych zbrodni hitlerowskich. Teksty te same, ale zaaranżowane w sposób prawie odwrotny. Pan Wiesław Saniewski, bo to jego dzieło, przefiltrował zapewne te zależności poprzez swoje zwiędnięcie i taki też skutek: nudny, nietrafiony. Oburzyliśmy się, zawiedliśmy, jakbyśmy czekali na to tygodniami, a to przecież przypadek (przypadek?), że w ogóle włączyliśmy. Gombrowicza trzeba śledzić po jego linii w dół, do niższości, bo tym jest ostatecznie podszyty. Jego najciemniejszą ciemność najlepiej ująć, ustawiając go w dynamice, w jasnym, młodym słońcu. Jak wtedy, gdy w Kosmosie, odmłodzony o lata, szedł z Fuksem po zakopiańskim upale... (ja nie jestem przesądny i staram się wierzyć w istnienie zbiegów okoliczności, ale to już na bank nie zazębia się przypadkowo).

Living on video

Marilyn Manson - Arma-Goddamn Motherfuckin-Geddon [Director's Cut] (2009)

UserOnline

Users: 4 Guests, 2 Bots

Meta

Ostatnie prace

Ostatnie komentarze

Popularne wpisy

Archiwum

Last.fm

7 minutes ago
11 minutes ago
15 minutes ago
The Boxer
24 minutes ago
The Boxer
33 minutes ago

Tagi

alchemia alkohol Batman Bitter Glitter Bluewater Productions David Bowie David Lynch fantasmagorie film filozofia Friedrich Nietzsche Gombrowicz Google Grace Jones Grecja Justin Bieber kino koncert Kraków Którędy? Lady Gaga libido literatura Madame La Kukuruku MansonPl Marilyn Manson miasto Michael Jackson muzyka podróż porno praca magisterska prace publikacje sny studia szkice sztuka telewizja urodziny Warszawa wystawa youtube znajomi śmierć