Nadal po francusku
Nie spodziewałem się zbyt wiele po Dzienniku złodzieja. O Genecie ledwie słyszałem, dopiero poznałem po raz pierwszy. No i z tego spotkania wykluł się stosunek dwojaki, a w zasadzie nieokreślony. Dezorientacja. Bo jak można pisać jednocześnie tak błyskotliwie i tak męcząco?
Pierwsze dwadzieścia stron było najgorsze, po prostu flaki z olejem. Jakoś wchodzi się w środek opowieści, tu nadpoetycko, tam podludzko, złodzieje, margines, homoseksualizm - ale nie wiadomo po co. Potem dopiero uwidacznia się jakiś kształt, zamysł. Jedna główna wada (choć pewnie może to przybrać formę zalety, zależnie od perspektywy) to erotyzacja całokształtu rzeczywistości, erotyzm nadmierny, bo nie stricte pornograficzny (a więc rozładowujący), tylko awangardowo-poetycki (a więc męczący). Ale! Książka jest wysadzana rzadszymi błyskotliwościami, godnymi podziwu. Trzeba tylko przeczesać się przez ten gąszcz niepotrzebnych ozdobników, przez te męczące ekstazy poety, obrać ze zbędnego pierniczenia. I mamy oto bohatera Genetowskiego, outsidera rzuconego w margines, w amoralność, w nędzę i niskie instynkty. Jedyne bogactwo jakie posiada to bogactwo ducha, który pozwala mu robić ze swego poniżenia cnotę. I tak też buduje on swoją osobliwą estetykę na kanwie zła moralnego. Problem jest taki, że ta forma ujmowania świata staje mu się jedyna, raz zanurzony nie potrafi się z niej wydostać, nie umie się wycofać, ponieważ wszystko podporządkowuje swej nadrzędnej nieetyce. Wolność, niezależność, transgresja? Tak, w pewnym sensie, ale już bez progresu, to jednorazowy awans, bez możliwości dalszego rozkwitania. No bo skoro Genet szczyci się taką konsekwencją w utrzymywaniu swej życiowej postawy, dlaczego nie próbuje kroku dalej? Zbrodnia, zdrada samego siebie... Gdyby udało mu się dokonać tego drugiego, to z pewnością zapiałbym z podziwu. A tak to w sumie nie wiem dokąd mnie doprowadził. Co mi chciał powiedzieć, jak mi się objawić. Bo wysoce wątpliwe, aby produkował swoją mitologię wyłącznie dla siebie.
Jeszcze nie skończyłem nad nim myśleć.









