Bullsik Gallery | Michał Szyksznian
28kwi/10

Skandynawskie bzdurzenie

Podnieciła mnie dyskusja o współczesnym kinie skandynawskim. Przekonywałem zebranych (Piotra, Kamila i Kasię), że mogę o tych filmach mówić nawet wówczas, gdy ich nie widziałem. Zaczęło się od tego, że Piotr i Kamil stwierdzili, że współczesne kino skandynawskie jest genialne, Bergman, etc. Zwróciłem delikatnie uwagę, że kino pokroju Bergmana nie jest już współczesne, i że współczesna Skandynawia to teren inny niż naówczas — to miejsce pewnego dobrobytu mentalno-materialnego, czyli mówiąc krótko zapewne jałowe i bezpłodne pod względem artystycznym. Utworzyli momentalnie opozycję, padły jakieś obco brzmiące nazwiska współczesnych skandynawskich reżyserów, mające za zadanie uświadomić mi, że plotę bzdury (bo nie znam nazwisk). Dowiedziałem się jedynie, że "robią dobre filmy". Nie wystarczyło mi to, bo miałem za sobą inne argumenta, wynikające z pewnych zależności, które mi się w tamtej chwili objawiły.

Tu nie chodzi o to, czy to, co mówiłem, jest faktyczne, czy nie. Interesowały mnie reakcje. Zainteresowało mnie to, że — po pierwsze — skoro oni aktywnie interesują się kinem, a ja je "tylko" oglądam, to zakładają a priori, że cokolwiek nie powiem na temat kina, wiedzą lepiej. Zacząłem domyślać się sytuacji tuż po tym, jak wyszliśmy z festiwalu Short Waves (na którym byliśmy tego samego dnia), ponieważ opinie o obejrzanych filmach dzielili między sobą, nie pytając mnie o to, co myślę. Trochę tak, jakby moja ocena była z punktu widzenia "filmowca" mniej istotna. Po drugie — nie podobają im się moje kategoryczne sądy, bo są kategoryczne, choć przecież wystarczy posłuchać ich przez 2 minuty, żeby się przekonać, że również takimi się posługują.

Stwierdziłem jedynie (aż!), że współczesne kino skandynawskie nie może nic zaoferować, a jeśli może, to tylko w formie rozwodu nad uniwersaliami, takimi jak miłość, prawda, etc. Nie odbierałem przy tym uniwersaliom wartości. Co innego było tu istotne: skandynawski brak dyskomfortu materialno-psychicznego oddala tych ludzi od jednostkowego widzenia świata. Byt określa świadomość (podtarłem się Marksem), a świadomość tych ludzi jest uśmierzona, ten żywioł twórczy jest tam przysypiający, bezbolesny i atroficzny. Dziś mogą mówić jedynie o ogólnej sytuacji człowieka w kontekście kolektywnym — gdzież tu jednak miejsce na indywidualne dramaty ego? I tak dalej, i tak dalej. Podsycanie żaru. Przyroda? Ma tam dodatkowe zabójcze działanie, bo można przy niej doświadczać formy ukojenia i szczęścia, która jest zwyczajnie niekreatywna. No chyba, że ktoś jest bardziej wrażliwym umysłem — wówczas doświadczy przy niej refleksji o uniwersaliach. Padło pytanie: "A byłeś chociaż w Skandynawii i widziałeś tę przyrodę?". Bo Piotr był, co znowu miało mi zasugerować, że jest bardziej kompetentny do udzielania tego typu ocen. Głupie pytania pozostawia się z głupią odpowiedzią, więc odparłem, że nie w tym sęk, bo nie wiem nawet czy Skandynawia istnieje.

Kamil został niechcący wmanewrowany w pozycję Piotra, właśnie w wyższe imię zaangażowania w kino.  Mi z kolei nie zależało na tym, czy dochodzimy do tzw. "prawdy". Rozmowa miała im pokazać, że mogę o czymś mówić, wykonując na tym eksperymenty myślowe, że do pewnych sądów można dojść drogą domysłu, logiki, indywidualnego ujęcia i nie trzeba mieć w tym względzie szczególnego wykształcenia. Mi z kolei miała pokazać, czy faktycznie będę traktowany jako osoba, której nie pozwala się na własną ocenę kina ze względu na moje mniejsze zaangażowanie w temat. Tu nie było miejsca na "Hmm, może coś w tym jest". Było tylko "Nie, nieprawda". Rywalizacja między nami, samcami, jest generalnie przewidywalna, ale pojawił się element, który tę przewidywalność nadwątlił — Kamil utworzył swój własny, trzeci front i wyciągając w moją stronę niewidzialną dłoń stwierdził, że ten żywioł twórczy, który stał się sednem rozmowy, to przede wszystkim kwestia indywidualnego charakteru, bo są osoby (tu wskazał na mnie), które są pobudzane kreatywnie zarówno przez komfort jak i dyskomfort, i sytuacja materialno-psychiczna jest w takim przypadku drugoplanowa. Ale kwestią otwartą pozostaje dla mnie mimo wszystko pytanie czy to się może przydarzać w warunkach skandynawskich. Tu się temat trochę rozrzedził. Jedna jedyna Kasia przysłuchiwała się temu wszystkiemu bez z góry powziętych przesądów. Czy to dlatego, że szanuje każdego z nas i poczuła się rozdarta? (poza tym, że była zwyczajnie zmęczona?) Być może.  Wcześniej uprzedziłem ją, gdy zasiadałem do stolika, że jestem ubrany w czarną koszulę i biały krawat, a więc na tyle kontrastująco, że będę zapewne miał bardzo stanowcze i konkretne opinie. Nie wiem czego ode mnie w tej całej rozmowie oczekiwano — towarzyskie głaskanie się to przyjemna sprawa,  i zawsze jest na to czas, ale ileż można zażywać tych masaży? Przynajmniej wprowadziłem nieco pasji w rozmowę, wymieniliśmy nie tylko słowa, ale również myśli, a to ważne w sytuacji, gdy robimy to coraz rzadziej.

Tymczasem z innej, bałkańskiej beczki — złych fluidów kwietnia ciąg dalszy. Razem z Toksią za późno dowiedzieliśmy się o nowym terminie wystawy (dzień przed!) i nie było czasu na reorganizację podróży. Długie oczekiwanie, a efekt rozbrajający. Teraz jesteśmy na etapie odzyskiwania pieniędzy, które zostały w to włożone. Kondolencje oczywiście przyjmuję, można składać poniżej.

Living on video

David Bowie - Space Oddity (1971)

UserOnline

Users: 2 Guests, 1 Bot

Meta

Ostatnie prace

Ostatnie komentarze

Popularne wpisy

Archiwum

Last.fm

Listening Now...
6 minutes ago
10 minutes ago
The Boxer
18 minutes ago
The Boxer
28 minutes ago

Tagi

alchemia alkohol Batman Bitter Glitter Bluewater Productions David Bowie David Lynch fantasmagorie film filozofia Friedrich Nietzsche Gombrowicz Google Grace Jones Grecja Justin Bieber kino koncert Kraków Którędy? Lady Gaga libido literatura Madame La Kukuruku MansonPl Marilyn Manson miasto Michael Jackson muzyka podróż porno praca magisterska prace publikacje sny studia szkice sztuka telewizja urodziny Warszawa wystawa youtube znajomi śmierć