Bullsik Gallery | Michał Szyksznian
19kwi/10

WulkAnus

Według starożytnego przeświadczenia makrokosmos ma bezpośredni wpływ na mikrokosmos, z którym to się wzajemnie przenika i zjednuje. Ponoć w kwietniu mamy "zły układ planet". Widać to po katastrofie w Smoleńsku, po trzęsieniu ziemi w Tybecie, jak również po tym, że islandzki wulkan postanowił spierdzieć się na całą Europę. Tkwiący w tym zbieg okoliczności zaczął mnie poważnie denerwować: wulkan aktywował się tam, gdzie są masy lodu, dzięki czemu w połączeniu z magmą mógł dać na tyle gigantyczną chmurę, żeby sparaliżowaćć ruch w przestrzeni powietrznej całego kontynentu— i zrobił to akurat wtedy, gdy raz w ciągu 26 lat mam lecieć, żeby spotkać się z Mansonem. A podróż dopięliśmy na ostatni guzik i wierzyliśmy do ostatniego momentu w jej powodzenie. Na pół godziny przed wyruszeniem uzyskaliśmy informację o tym, że anulowano nam lot. Jednocześnie Manson dał znać, że też nie ma możliwości przylotu i przekłada wystawę na następny tydzień. Szczęście w nieszczęściu. Niedługo podejście drugie, a tymczasem niepewność i czas przebukowań.

Jednocześnie spieszę donieść, że w zeszłym żałobnym tygodniu osiągnąłem niespotykaną dla siebie wydajność w postaci wykończenia aż trzech prac. Najpierw portret Ellen DeGeneres dla BlueWater, na okładkę drugiego wydania jej les-biograficznego komiksu (pierwsze rozeszło się na przestrzeni tygodnia). Potem Justin Bieber zaaranżowany po trosze na postać Małego Księcia, również dla BlueWater. A na zwieńczenie zupełnie nowy Manson, tym razem o alchemiczno-hermetycznym zapaszku, w pozycji, która reprezentuje owo przenikanie się świata makro i mikro. Praca ta, tuż obok angielskiego wydania "Ferdydurke", jest częścią prezentu, którego jeszcze nie dowiozłem na miejsce.

6kwi/10

Marcowe historie

Ostatnio pojawiły się z różnych stron pytania pod tytułem "co ja właściwie robię". Dziś bowiem, aby poznać człowieka ludzie nie pytają co ten człowiek uważa na dany temat, tylko pytają gdzie pracuje. Skorzystam z okazji i podkreślę tu jeszcze raz publicznie, że nie pracuję z prostego powodu: aby móc realizować swoje talenta i doprowadzić do sytuacji, w której będę mógł z nich wyżyć. I nie mówię tu o ciułaniu w studio reklamowym, bo jest mi to obce do tego stopnia, że gdybym miał wybierać pomiędzy studiem, a naklejaniem cen w Carrefourze, wybrałbym to drugie. Mówię o drodze wybrukowanej wyrzeczeniami, która jednak może mnie poprowadzić do zwycięstwa. Taka jest moja odpowiedź.

Musiałem to tłumaczyć różnym osobom (z różnym natężeniem i różnym skutkiem). Dodam przy okazji, że nie umiem odpowiadać wiele razy na to samo pytanie używając tych samych zwrotów i zdań. Za każdym razem staram się inaczej dobierać czasowniki, synonimy, używać nieco innych chwytów, aby z nudów nie paść przed sobą trupem. (Powtarzanie tego samego, w taki sam sposób i każdemu z osobna grozi apatią i wchodzeniem w mechanizm). I jeśli pojawia się w krótkim odstępie czasu sporo osób, które mnie częstują tym samym pytaniem, wówczas zaczynam dostrzegać, że ilość wariantów w języku polskim jest jednak ograniczona, nad czym ubolewam. Rozwiązanie: odpowiadać zbiórczo lub poznać nowy język. Tymczasowo wybieram opcję numer jeden.

Zostawmy jednak w tyle historie zawodowe i lingwistyczne, a przejdźmy do miłosnych. Niedawno chciałem pozbyć się (symbolicznie) swojego pierścionka, więc wpadłem na wspaniały pomysł, że go po prostu połknę! Pierścionek okazał się być jednak zbyt duży i utknął przy krtani — nie chciał ruszyć ani w jedną, ani w drugą stronę. Kasia próbowała go przepchnąć palcami, wyczuwając go w szyi. Nic z tego. Zachowując zimną krew zacząłem prowokować wymioty. Ponieważ jednak robiłem to przy stoliku w Hormonie, przy ludziach, instynkt (czytaj: Kasia) nakazał mi w pewnej chwili udać się do łazienki.  Kluczem był spokój — pierścień w końcu wypadł do klopa, obyło się bez pogotowia. W tym miejscu historii zmieniłem zdanie i postanowiłem go ratować, włożyłem rękę w ustęp, wyciągnąłem, opłukałem i już wiedziałem, że tego nie można się tak po prostu pozbyć, że to mógłby być błąd. Życie samo pisze dla siebie metafory!

Tymczasem sprawa z wystawą Mansona zrobiła się nieco bardziej tajemnicza. Galeria, która miała być jej organizatorem, nagle już nim nie jest. Z dnia na dzień znikają banery, postery, prace i nazwisko Mansona z ich witryny. Kurator zaczyna milczeć, więc pewnym jest, że nic już z człowieka nie wykrzesam. Zwracam się do Instancji Najwyższej, która informuje mnie, że wystawa jednak się odbędzie (muzeum potwierdza to samo). Proszę go o wskazanie innego kontaktu. Jedna z osób z jego otoczenia informuje mnie, że z wejściówkami to nie do końca tak, jak mi to uprzednio naświetlono — dezorganizacja, a czasu coraz mniej. Stanęło na tym, że zostaniemy tam z Toksyczną tajniacko "wprowadzeni". Będziemy jednocześnie jedynymi przedstawicielami polskiej biedoty pośród zbiorowiska grubych ryb po grecku. Tajemnice! Suspens! Te trzy dni w Atenach zapowiadają się smacznie. Przy okazji obadam pozostałości lepszego świata, czyli Akropol, tym razem już nie przez pryzmat historii sztuki, a bezpośrednio i naocznie. Rezerwacje poczynione.

Jeszcze a propos rysunków. Dorzuciłem jakiś czas temu do galerii portret Joan Jett, który wykonałem dla Bluewater Productions. Wydawnictwo to w głównej mierze korzysta z popularności różnego typu celebrytów i tworzy o nich komiksy, co jest zresztą nową, po części pasożytniczą formą wydawniczą w Stanach. Jak się okazuje — mimo obelg ze strony innych wydawców — są oni w stanie swoimi historyjkami ożywić nieco podupadający rynek komiksowy w Ameryce poprzez wprowadzenie zupełnie nowego narybku klientów. Interesuje mnie jednak co innego, a mianowicie to, że mogą nieco wypromować swoich twórców. Niech dowodem będzie fakt, że ich komiksy są pokazywane w amerykańskiej telewizji śniadaniowej i docierają nawet na polskiego Pudelka. Komiks "Joan Jett and the Runaways" (będący zresztą reprintem serii rockowej z lat 90-tych) wychodzi w czerwcu, na fali powodzenia nowego debiutu kinowego Florii Sigismondi. Więc będąc mniejszą pijawką, podczepiam się pod pijawkę większą i sprawdzam czy to środowisko jest aby w stanie być mi pomocnym w uskutecznianiu moich planów. Jak na razie zapowiedź komiksu ozdobiła stronę MTV Splash Page oraz szereg pomniejszych portali, które przekopiowały z niej newsa. Czekam na publikację i obserwuję, a w międzyczasie rysuję kolejne okładki. I to z postaciami, o które byście mnie nie podejrzewali.

Living on video

David Bowie - Be My Wife (1977)

UserOnline

Users: 4 Guests

Meta

Ostatnie prace

Ostatnie komentarze

Popularne wpisy

Archiwum

Last.fm

Tagi

alchemia alkohol Batman Bitter Glitter Bluewater Productions David Bowie David Lynch fantasmagorie film filozofia Friedrich Nietzsche Gombrowicz Google Grace Jones Grecja Justin Bieber kino koncert Kraków Którędy? Lady Gaga libido literatura Madame La Kukuruku MansonPl Marilyn Manson miasto Michael Jackson muzyka podróż porno praca magisterska prace publikacje sny studia szkice sztuka telewizja urodziny Warszawa wystawa youtube znajomi śmierć