Home » Bez kategorii

Stół, najlepiej foremny

19 lutego 2010 4 Comments

Ja z tymi imprezami to mam tak, że z jednej strony potwornie ich nie znoszę, a z drugiej mam jednak potrzebę przebywania z innymi. Nie znoszę, bo jakość rozmów jest byle jaka. Nie chodzi mi o tematykę, chodzi mi o pasję i rozkosz wypływającą z samego bycia wobec siebie. Tego najczęściej nie ma. Ja tam przecież nie chodzę dla muzyki, tylko dla towarzystwa, dla wzajemnego przenikania się. Oczywiście tylko z tymi, z którymi chcę (a to już nieco inny temat!).

Dlatego tak lubię w lokalach stół. Rozmowa na stojąco jest jakościowo różna od tej przy stole, jest zazwyczaj nijaka, pusta, przelotna, zdawkowa i czasem aż wstyd w niej uczestniczyć. Na stojąco to mówią do siebie ludzie, którzy nie chcą się wdawać w głębsze gadki i muszą się nawzajem odbębnić. Są w gotowości do lotu, do odfrunięcia i liźnięcia kolejnej przypadkowo spotkanej osoby. Stół zaś to miejsce, które prowokuje do spojrzenia sobie w szyszynki. Jest jak szachownica, na której rozkładamy swoje figury. Mało tego, człowiek przy stole jest jakoś bardziej wylewny niż na stojąco, traktuje innych z większą uwagą. Stół to wizualizacja przestrzeni, którą pomiędzy sobą i dla siebie rozpościeramy, to pole wzajemnej wymiany, pole strategii, masowania i zderzania się temperamentów. To obszar do konstruowania relacji. Dlatego też preferuję stół nad parkiet. Tańczenie. Też nie lubię i lubię. Nie lubię, bo mnie odrywa od możliwości werbalnego uzewnętrznienia. Może dlatego często się zdarza, że na parkiecie nie przestaję mówić. Ale! Zanim tam się w ogóle znajdę, upływa zazwyczaj sporo alkoholu, jak również czasu, podczas którego niezmiennie okupuję stół.

Już wielokroć doświadczyłem tej szczecińskiej pustki lokalowej, pustki ludzi, którzy nie mają pasji do przebywania ze sobą (nawet przy stole!). Ja to widzę także u tych, których w ogóle nie znam. Przychodzą tam, bo nie wiem, bo wypada? Bo się umówili? (tylko w sumie po co?) Bo weekend? Bo nie mają co ze sobą zrobić? Bo szukają wrażeń, których i tak nie otrzymają? Nie otrzymają z prostej przyczyny: „bywanie gdzieś”, a „przebywanie ze sobą” to dwie różne rzeczy. To całe łażenie po pomieszczeniu jak jakieś gołębie na rynku…

A tymczasem Kasia z Piotrem (zobacz Piotr, że Ciebie też uwzględniam!) w nowym mieszkaniu mają barek do siedzenia. To mi się podoba. To już nawet nie szachownica, to stół do ping-ponga, mini korcik tenisowy. Absolutnie fantastyczne.

4 Komentarzy »

  • kamal said:

    Popieram Twoje zdanie w pełni. Z tym że JA, w momencie kiedy stołowe pogorzelisko werbalne zaczyna wydzielać nieprzyjemny smród, wolę spojrzeć w siebie na parkiecie. Sam. Ja i muzyka. Chociaż od jakiegoś czasu moje postrzeganie zjawiska knajpy odwróciło się o 180 stopni. Być może dlatego, że od dwóch lat mam z kim oddawać się stołowej pasji rozmów.

  • Wasilewski said:

    Wydaje mi się, że to kwestia dupy. Stanie boli mnie i rozprasza, zawsze staram się gdzieś o coś podeprzeć. A jak dupa ma na czym się rozłożyć, można skupić się na rozmówcy, zresztą siedzenie według mnie wymusza zaangażowanie, bo trudniej o wiele się ruszyć i odejść, niż stojąc. Wydaje mi się że najlepiej by było rozmawiać w pozycji leżącej, gdyby tylko dało się utrzymać fizyczny dystans i kontakt wzrokowy. No i siedzenie ma jeszcze tą przewagę, że dochodzą wszystkie właściwe mu gesty i ruchy, papierosy w ręku i szklanki.

  • Szyksznian (author) said:

    Wasilewski, skoro już się z martwych wykopałeś, to aż sobie pozwolę odpowiedzieć. Otóż! Siedzenie sprzyja angażowaniu się, ale właśnie stół ułatwia całość procedury. Nawet jeśli jest to blat baru – zauważ, że opierając się o niego łokciami wytwarzamy punkty, które można połączyć linią! Tam są zawarte te mentalne odcinki, niewidzialne konektory. Leżenie raczej odpada, wykrzywia w głupi sposób perspektywę patrzenia i służy prędzej do seksu (choć oczywiście można to także czynić na stole, ale to już inny temat). A co do gestykulacji, papierosów i szklanek to po stokroć tak, nadużywam każdego z wymienionych. Rękami się „tłumaczy” bądź „szamani” (jak Mick Jagger), co może wywołać u rozmówcy uboczny efekt hipnozy, pożądany zresztą. Papieros to zasłona dymna, ułatwiająca szybkie odwroty, a szklanka to olej napędzający przesadność. Zestaw do przeprowadzania pełnej strategii zdobywania!

  • Sasa said:

    Wow, stary. Jestem właśnie w trakcie pracy nad aneksem do dyplomu. Tematem jest stół i animacja na nim przedstawiona. Przyznam, że mi trochę pomogłeś.
    Pozdrawiam i dzięki za odrobinę inspiracji ;)

Pozostaw komentarz!

Dodaj komentarz poniżej lub trackback ze swojej strony. Możesz też subskrybować komenarze przez RSS.

Pisz co chcesz, tylko nie spamuj!

Możesz skorzystać ze znaczników:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>