Spotkanie z Mansonem i „Director’s Cut”
Koncert Mansona w Polsce był dla fanów wydarzeniem na miarę przyjazdu papieża, z całą pielgrzymką, przygotowaniami, etc. Szczególnie dla tych, którzy mieli go zobaczyć po raz pierwszy. Ci, którzy widzieli go w Polsce w 2001 i w 2003 roku byli przede wszystkim stęsknieni — koncert za granicą nie wywołuje takich emocji jak koncert we własnym kraju, co jest zresztą głupie do szpiku, ale wszyscy uwikłali się w to uczucie, łącznie ze mną i najzwyczajniej w świecie mi to nie przeszkadzało.
Mniej więcej na tydzień przed koncertem rozpocząłem pracę nad obrazem, który miał być ultymatywnym ujęciem ostatniej płyty Mansona The High End of Low. Początkowo chciałem rzecz rozwiązać w standardowy dla siebie sposób, tj. łącząc tradycję z cyfrówką. Ale w środku wiedziałem, że potrzebuję czegoś jeszcze większego. Pomyślałem nieufnie o nieużywanym od czterech lat podobraziu. Ale olejne odpadały, przede wszystkim dlatego, że to żmudny proces schnięcia, a absolutnie nie było na to czasu. Pozostało inne rozwiązanie — akryle.
Problem tkwił w tym, że jeśli chodzi o tę technikę, to niczego nie byłem pewien. Mówiąc krotko: nigdy nie używałem akryli, no chyba, że białej do łączenia z temperami (i to w czasach paleozoiku, gdy chodziłem do Plastyka). Miałem do zagospodarowania przestrzeń o wymiarach 50 x 70 cm, a więc ani małą, a ani dużą („pomiędzy”). Nic pewnego, zupełne ryzyko. Ale czemuż nie! Jeśli się nie uda, to trafi mnie szlag, ale gdyby tak… Szybkie konsultacje. Kamil stwierdził, że powinienem zadziałać.
Są rzeczy, do których wstyd się przyznawać, ale ja nawet lubię przyznawać się do nich publicznie. To ten typ ekshibicjonizmu, który koniec końców mnie nie deprecjonuje, a utrzymuje na tej samej platformie (rzecz do zbadania!). Enyłej, tak jak unikam całe życie wszelkiego rodzaju tutoriali i chełpię się samouctwem, tak tutaj, chyba ze strachu przed ryzykiem, zmusiłem się do obejrzenia paru filmów wideo pokazujących użycie techniki akrylowej — ot, dziadek malujący łódki na plaży, krok po kroku nakłada kolory. Generalnie tutorial nie nauczył mnie niczego więcej niż czestego wycierania pędzli i moczenia ich w wodzie. Czas może i stracony, ale psychicznie otrzymałem większe poczucie pewności co do tego, co zamierzam zrobić.
Jak się tworzy ultymatywną ilustrację do czegokolwiek? Siadasz i obtaczasz się muzyką, zdjęciami i wszystkim tym, co związane z twoim tematem. Jeśli masz lotny umysł wówczas szybko przeprowadzisz asocjacje, które w tym wszystkim jeszcze nie istnieją, które są gdzieś zawarte potencjalnie i czekają na wydobycie. Esencjonalną częścią tej płyty była sypialnia Mansona, w której odizolował się od świata na trzy miesiące po tym, jak odeszła od niego Evan Rachel Wood. Tak powstawały na ścianach liryki, pojedyncze słowa, mentalne wytryski. Tam w otoczeniu lamp filmowych i maszyn do dymu Manson, bazując na niczym innym jak tylko na momencie, w którym się znalazł, tworzył świat swojej płyty, swój „film”, swoje życie. To samo w sobie jest już na tyle inspirujące, że potrzeba mi było niewiele więcej.
W tym samym czasie wyszło na jaw, że niektóre zdjęcia na płytę robiła Wood. Okazało się zatem, że para zeszła się na krótko, ze trzy miesiące przed premierą płyty — Wood pomagała Mansonowi w tworzeniu materiału, który w pewnym sensie był wobec niej rozżalony, wrogi i nieprzyjazny. Szczególnie, gdy weźmiemy pod uwagę wideo, które Manson nakręcił kilka miesięcy później, w którym to sięga do najczarniejszych rejonów swojego poczucia romatyzmu i dobija pięściami sobowtóra Wood. Ta wiedza podelektryzowała mnie na tyle, że automatycznie pojawił się w mojej głowie całościowy wizerunek obrazu. Manson-reżyser, siedzący w swojej sypialni podczas tworzenia „filmu” The High End of Low, dokonuje na Wood reżyserskiego cięcia (inaczej montażu — gra słów).
15 listopada obraz był ukończony, dwa dni później wiozłem go do Warszawy. Jako, że nie byłem w stanie własnoręcznie go dostarczyć, poprosiłem o to Marcina Kubickiego, który miał do Stodoły dostęp od strony prasy. Byłem spokojny, Manson miał dostać mój obraz i to było najważniejsze. W tym punkcie przeżyłem jeden z najboleśniejszych skrętów jelit w swoim życiu, ponieważ Marcin poinformował mnie, że Mansonowi tak się obraz spodobał, że zażyczył sobie spotkania ze mną po koncercie. W końcu, po 10-ciu latach otworzyły się nade mną niebiosa i zatrąbili anieli.
Miałem czekać na informacje od niego, koniec końców w umówione mmiejsce przyprowadzono do mnie menadżera trasy, który obściskał mi ręce, pogratulował talentu i wyznał, że dawno nie widział Mansona tak szczęśliwego. Już sama ta informacja pokazywała, że misja została ukończona w jak najlepszy sposób i w zasadzie nie musiałbym prosić o nic więcej. I nie prosiłem, samo przyszło — menago wcisnął mi dwie wejściówki na backstage (jedną dla mnie, drugą dla Toksycznej, którą wziąłem jako swoją towarzyszkę), poinstruował gdzie się stawić i czekać po koncercie, po czym zniknął równie radośnie jak się pojawił.
Świadomość tego, że Manson czeka na mnie po koncercie była nieco nie do ogarnięcia. To tak, jakby mi powiedziano, że w kawiarni Rex czeka na mnie Gombrowicz. Tu już nie chodzi o to, że to jest mój artystyczny autorytet, czy intelektualny przyjaciel. Prosta niewiadoma — czego się spodziewać? Absolutnie chuj wie czego. I gdy tak po koncercie krążyliśmy i oczekiwaliśmy na backstage’u na znak od menadżera, gdy nas podprowadzono pod te niewiadome schody i niewiadome drzwi, i gdy w tej całej pożerającej niewiadomej spojrzeliśmy sobie z Mansonem oko w oko, wówczas na chwilę sens się zawiesił i rozpoczął się wzajemny proces zrównywania się ze sobą. Rozpoczął od uścisków dłoni, gratulacji i podziękowań. Zaskakujące, wszystko na odwrót — a jednak teraz wiem, że potrzebowałem w tym uczestniczyć i potęgować poczucie, że relacja fan-idol jest dla tej chwili nieadekwatna, i że transformujemy to w coś innego. Staliśmy wobec siebie jak dwóch artystów, dwa silne indywidua — w tym cały myk. Miałem przewagę, bo wiedziałem o nim więcej niż mógłby kiedykolwiek przypuszczać. On nie wiedział o mnie nic, poza tym, że mamy porozumienie mentalne. I w tej konfiguracji zaserwował mi siebie jako przyjaciela. Wytłumaczyłem mu, że w pewnym sensie przyjaźnie się z nim już od dekady.
Omawialiśmy obraz pod paroma względami, nie tylko techniki wykonania (Manson maluje akwarelami), ale i tego co w nim zawarte. Nie myliłem się, to odzwierciedlenie tego, co skrywa The High End of Low. I on to widział za każdym razem, gdy się temu przyglądał. Dodatkowo był zaskoczony wiernością z jaką oddałem szczegóły poszczególnych elementów. Dotłumaczyłem parę kwestii, kurtuazyjnie, abyśmy mogli się wspólnie popodniecać. I tak: dobór kolorów odzwierciedla kolorystykę okładki albumu, niektórych zdjęć promo, jak również kolorystykę ujęć oficjalnej wersji klipu Arma-Goddamn-Motherfucking-Geddon. Jest też symboliczny dla kontrastu wytwarzanego przez sformułowanie ‘Marilyn Manson’. Strój Mansona również pochodzi z tego klipu (miałem okazję przymierzać marynarkę, którą dla mnie wygrzebał z garderoby). I jeden z gwoździ wieczoru — zegar wskazujący 6:19, ważną dla Mansona liczbę (z punktu widzenia fetyszysty numerologicznego). Dowiedziałem się przy okazji, że spośród ścian sypialni wybrałem tę bardziej pozytywną, w której zawarta była ‘nadzieja’ na ratowanie relacji z Wood. Ściana negatywna znajduje się oryginalnie po prawej stronie i zawiera bardziej zrozpaczone i wściekłe wyznania, zakreślone tuż po tym jak uświadomił sobie z całą pewnością, że związek ten jest nie do odratowania.
Przypadek sprawił rzecz następującą. Jak się okazało dzień po Warszawie Manson miał się spotkać z Wood w Berlinie, prawie dokładnie w rocznicę ich rozstania. Przyznał, że wracają do siebie i dodał, że mój obraz bardzo się jej spodoba. Dziś wiem, że Evan widziała Director’s Cut i że oglądała go z satysfakcją, stwierdzając przy okazji filuternie, że jej piersi wyglądają na całkiem spore. Nie wiem czemu, ale zawsze rysuję większe niż powinienem.
Reszty spotkania z Mansonem nie będę tu przedstawiał, robiłem to już gdzie indziej — zresztą tematycznie najistotniejsze dla tego wpisu jest przedstawienie kwestii związanych z obrazem. Dodam jeszcze tylko, że jeśli chodzi o sam koncert, to był wyśmienity i być może najlepszy spośród pięciu, na których do tej pory byłem. 17 listopada był dla mnie w pewnym sensie jednym z tych najważniejszych punktów kulminacyjnych, w których wydarza się to, co uznaje się za średnio możliwe. To są momenty, które automatycznie ubierają się w swoją własną mitologię i prawdopodobnie utrwalają się w mózgu w formie nowego zakrzywienia na korze mózgowej. A zatem ku pamięci. Etc.















Za każdym razem kiedy przypominam sobie o tej sytuacji, przechodzą mnie ciarki po plecach. Pamiętam jak przed samym koncertem (już na sali, pod sceną) wraz z Bonczkiem, wypatrywaliśmy znajomych. Martwiliśmy się że, tłumy was (Ciebie i Toksycznego) pogniotły i wyparły gdzieś na tyły. Nie wiedzieliśmy w tedy w ogóle co się święci. Nagle wchodzicie przez drzwi i podchodzicie w naszą stronę. Nie zapomnę twojej zdezorientowanej miny która pokazywała że coś się stało. Nagle mówisz że, Manson czeka na Ciebie po koncercie. Przyznam szczerze że, nie przywiązałem do tego większej uwagi. Gdyż byłem już bardzo usatysfakcjonowany samym staniem pod sceną, przed koncertem Mansona. człowieka którego pragnąłem usłyszeć i zobaczyć na żywo prawie połowę mojego życia.
Przez nudny (moim zdaniem) support uświadomiłem sobie co Ty, w ogóle do nas powiedziałeś. O żarcie nie było mowy, bo… bo byłeś bardzo poważny.
W każdym bądź razie. Gratuluję serdecznie spotkania Tobie i Kamili. Dziękuję również za rozpalenie we mnie lokomotywy ciągnącej mnie do tworzenia. Dzięki Tobie zorientowałem się że, wszystko jest możliwe… że, warto jest poświęcić swój czas na rozwijanie się. Zwłaszcza że, kształciłem się w tym kierunku (Malarstwo, rysunek, etc.). Zrozumiałem że, tego zaprzepaścić nie można.
Niestety ostatnimi czasy odszedłem od tradycyjnych form rysunku. Być może przez to że, przez 5 lat otaczali mnie ludzie którzy malują, rysują, rzeźbią, etc. A ja chciałem od tego uciec. Teraz już wiem że, istnieje też świat poza moim.
Dzięki! Pozdrawiam serdecznie!
W tamtej chwili byłem bardzo nieogarnięty i w zasadzie nie rozumiałem do końca znaczenia tego, co się dzieje. Przez cały support martwiłem się, żeby mi wejściówki z kieszeni nie wypadły. Później, gdy wyszedł Manson, w końcu o tym zapomniałem i zainteresowałem się tym, co na scenie.
Cieszę się, że Twoja lokomotywa rusza! Nie martw się tym, że odszedłeś od rysunku. Ja w liceum plastycznym praktycznie nic dla siebie nie narysowałem i również chciałem od tego uciec. Zacząłem nieśmiało prowadzić swoją stronę internetową na jesieni 2003 roku, a więc w momencie, gdy poszedłem na studia. Rok 2004 był dla mnie pierwszym rozkwitem. Do dziś mi się zdarzają przerwy w rysowaniu spowodowane różnymi czynnikami – nawet po parę miesięcy. Ale zawsze do tego wracam, więc na dzień dzisiejszy wiem, że mój sens kręci się właśnie wokół tego.
Właśnie się zastanawiałam, jak długo malowałeś, jednak przez myśl nie przeszło, że tak krótko. Nie mam malarskiego doświadczenia, ale uwinąć się z tak wspaniale dopracowanym obrazem w kilka dni, szok normalnie. Na dodatek zacząłeś zaledwie tydzień przed wyjazdem, ja bym cały czas panikowała, że nie zdążę albo że nie wyschnie. Ale to ja, Ty wiesz ile czasu potrzebujesz na tworzenie
Dziennie ile godzin poświęcałeś malowaniu?
Ej, potrafisz człowieka zaintrygować. Powiadasz, że Evan obraz zobaczyła, skąd to wiesz? Już wymieniliście korespondencję z Mansonem, pliz zdradź jakieś szczegóły! Oczywiście, jeśli wolisz to zachować dla siebie, zrozumiem, ale jak pomyślę że mógł do Ciebie napisać – ulegam ekscytacji ;p
Pozdrawiam
Można w takim czasie namalować obraz, ponieważ używałem farb szybkoschnących (akryle schną momentalnie po nałożeniu – w przeciwieństwie do olejnych, gdzie proces schnięcia może być wielotygodniowy, a w szczególnie beznadziejnych przypadkach wielomiesięczny). Oczywiście gdybym chciał bawić się w jeszcze bardziej dopracowane przejścia światłocienia, szczegóły malowane pędzelkiem o średnicy pół milimetra, itd., to by to potrwało dłużej. Ratuje mnie to, że mam nieco niecierpliwą naturę i bardzo chcę zobaczyć efekt końcowy. Nie jestem aż tak szczegółowy i wylizany, jak to się może wydawać. Fakt, panikowałem, ale ta panika dodała mi paliwa. Nie umiem określić ile godzin dziennie… Ja tak skubałem ten obraz. Tu namalowałem klęcznik, tu kawa, tu szafeczkę, tu przerwa na Firefoxa, itd.
Parę dni po koncercie Manson napisał mi mniej więcej to, o czym napisałem we wpisie. Dodał, że mój obraz sprawił, że uśmiechała się w „jakiś niezdrowy sposób” i że właśnie dlatego ją kocha. Tak więc oficjalnie uznam „Director’s Cut” za ich miłosny portret!
gratuluję i fajnie, że udało ci się spotkać z mańkiem, i w ogóle
pozdrawiam
Bardzo fajnie czyta się Twoją recenzję i nie tylko. Gratuluję spotkania z idolem.
Możesz świecic przykładem dla wszystkich niewierzących w swoje marzenia ludzi, naprawdę jesteś bardzo pozytywnym człowiekiem. Potrafisz wzbudzic podziw oraz zachwyt, a jednocześnie mam wrażenie, że lubisz byc tajemniczy też i konkretny w wyrażaniu swoich myśli, uczuc.
Mam brata, który pięknie maluje, ale niestety nie chce iśc dalej w tym kierunku,
ze względu na charakter jaki ma po części, jest strasznie niecierpliwy, chaotyczny.
Oby tak dalej. Pozdrawiam gorąco!!
fantastycznie! Gratulacje
Jeszcze chyba nic mnie w życiu bardziej nie inspirowało i zachwycało jak zestawienie Manson&Szyksznian
Mnie też zainspirowało
Przypłaciłem to tygodniową ostrą grypą , ale trzymała mnie przy witalności świadomość tego, że stało się COŚ (coś magicznego, no bo jak to inaczej nazwać).
Pozostaw komentarz!
UserOnline
Facebook
Ostatnie komentarze
Archiwum Bloga
Living on video
Alex Clare - Relax My Beloved (2011)
Tagi
Shortcut
Last.fm