Ryszard
28 stycznia 2008
No Comment
Ogladam Ferdydurke w wydaniu Teatru Telewizji, rok 1985. Pimko, Młodziakowa – wyborni. Ale czekam na parobka, ciekawe cóż za parobek – myślę sobie, mając nadzieję, że nie ujrzę kogoś uszytego jak Zamachowski z wersji Skolimowskiego. Moim skrzywionym ze zdziwienia oczom ukazuje się Cyrwus! Tyle, że inny jakiś, dwudziestoczteroletni i nie naznaczony jeszcze piętnem Rysia z Klanu – tą aurą ciućmy i pierdoły, która będzie się za nim ciągnąć do końca jego dni. I faktycznie parobczany (pomijając nalot z Rysia, bo Rysio jest jednak nieusuwalny także wstecz), choć nie w moim stylu. Ale za to po pysku jak bierze!
























Pozostaw komentarz!