Przygody
Mam takie dwie dziwne historie, które się wydarzyły w ciągu ostatnich dziesięciu dni.
Historia pierwsza. Wsiadam do tramwaju, średnie zaludnienie, mija mnie dziewczyna. Na oko przed trzydziestką, dżinsowa kurteczka, różowa bluzeczka, zgrabna raczej, włosy blond, tlenione, spięte, ładnie podcięte. Ale! Brwi czarne i krzaczaste, zrośnięte, a od górnej wargi po głęboką szyję "poranny"czarny zarost. Nie, nie mówię o tak zwanym problemie wąsika, to był najprawdziwszy zarost na połowie twarzy, niby ogolony, ale już wystający, jakby rano nie zdążyła się go pozbyć. Siadłem, ale głupio mi patrzeć, bo poszła na tył wagonu, razem ze swoją matką (jej towarzyszka wyglądała na matkę). Traf chciał, że z tyłu wagonu siadło dwóch prostaków pod czterdziestkę, z browarami, jeden kark, drugi chudy, ale równie kozaccy i w zabawowym nastroju. Zobaczyli "ją" i zaczęło się. Śmiech okropny, z przeżartych krtani, rechot buraczy. I na cały tramwaj, że jaki to ona ma zarost, jaka obrzydliwa, że "Zbyszek, daj numer, umówimy się! Zboczeniec obrzydliwy!". Z "jej" strony cisza, ze strony "matki" również. Nie widzę, ale śledzę sytuację uszami. No bo głupio się obracać. A tamci dalej, hulaj dusza, jadą po tym nieszczęsnym androgynie, chamsko i ordynarnie, wieśniacko do bólu. Trwało to ponad 5 minut, aż tamte wysiadły. Buraki krzyczały jeszcze za nimi z otwartych drzwi. Matka się cofa i buńczucznie do buraka: "Coś do mnie mówiłeś?", na co on: "Nie do ciebie tylko do twojego chłoptasia!". Resztę drogi, aż do końcowego komentowali między sobą w ohydnym rechocie ten zarost, unosząc się ekstatycznym rozbawieniem i przerywając sobie poważnymi wstawkami o tym, że "zboczeniec obrzydliwy". Słabo.
Historia druga. Idę z Kamilem przez Krzywoustego. Dzień, ale średniawe zaludnienie. Półtora metra przed nami idzie czarnoskóry, czyli, mówiąc językiem nieoficjalnym, murzyn. I tak idzie, a my za nim. I idziemy, idziemy. Nagle, nie wiadomo skąd, ktoś jebnął w ścianę bananem, tak, że rozprysł się pomiędzy nami a murzynem. Chwilowe zdziwko, zastopowanie. Ale już po dwóch sekundach wszystko rusza dalej, idziemy dalej. Słabo.
Mnie tylko zastanawia czemu mnie te historie rozbawiają, zamiast smucić. Na koniec niezwykły napis z jednej ze ścian deptaku Bogusława, który szczerze mnie ujął:











Wrzesień 8th, 2008 - 17:47
Przyznam, że rozbawiłby mnie widok faceta w różowej bluzeczce i tlenionych kudłach ( w tym momencie, mam w wyobraźni obraz Mariolki z kabaretu Paranienormalni ;p). Jakiś dowcipniś, czy transwestyta? O ile to oczywiście był mężczyzna. Czasem kobiety mają problemy z hormonami i sypnie się wąsik pod nosem, ale skoro mówisz że to był oczojebny zarost na pół twarzy, to chyba raczej wykluczymy podobny wariant. Ale ubaw w duchu to jedno, a prostacie komentarze w stylu tych dwóch, to już totalne przegięcie. Pozostaje niesmak i ubolewanie, wśród jakich ordynusów musimy egzystować.
Odnośnie drugiej sytuacji, przytaknę – SŁABO i to bardzo mocno. Kiedy spotykam się z dyskryminacją ludzi tylko dlatego, że mają inny kolor skóry, to włącza mi się agresor. Bo sam powiedz, czy to normalne, wyśmiewać i ordynarnie obrażać kogoś z tak błahego powodu? Dla mnie to jest chore i to niezwykle poważnie. Od dziecka uczyłam się szacunku względem ludzi, także innych narodowości, dla mnie każdy jest taki sam, nie hierarchizuję człowieka ze względu na pochodzenie, kolor skóry, czy ma skośne oczy albo uwielbia jeść żabie udka. Dla mnie to jest nieistotne, każdy jest inny i ja to respektuję. Od piaskownicy znałam tzw. ‘innych’. U mnie w bloku, w sąsiedniej klatce mieszkała przez wiele lat rodzina. Ona- Polka, On – Afrykanin. Od zawsze przyjaźniłam się z ich dziećmi. Nie mają tak czarnej skóry jak ojciec, są Mulatami, ale to wspaniali ludzie. Chodziliśmy do jednej szkoły, są dla mnie tacy sami, jak inni znajomi. Jednak większość „życzliwych” nie uważa podobnie. Nie obchodziło ich, że rodzeństwo urodziło się w Polsce, tu jest ich ojczyzna, doskonalone mówią w naszym języku, nie, to się nie liczy, najważniejsze że to czarnuchy, czyli obcy, parszywe odmieńce. Często w ich stronę leciały inwektywy, typu asfalt, brudas, małpa, ręce mi wtedy opadały, było mi nie mniej przykro, niż tym dzieciakom. Nad problemem rasizmu można się rozwodzić jeszcze długo, bo to temat rzeka i wciąż się z tym stykamy. Ja tego nigdy nie pojmę, skreślać człowieka właściwie bez żadnej przyczyny, niczym nie zawinił, nikogo nie skrzywdził, a jednak jest taktowany jak śmieć i wystawiany poza margines.
Październik 1st, 2008 - 00:20
Przynajmniej już wiemy dlaczego Sauron chciał zlikwidować Froda!