Home » Bez kategorii

Prawdziwa krew

17 czerwca 2010 3 Comments

Zdaje się, że w życiu każdego człowieka przychodzi taki moment, że mówi sobie „trzeba przystopować”. Oczywiście nie na długo. Ale tak, zachciało mi się chwilowo przystopować, bo wymiotowałem ostatnio z takim napięciem, że wewnętrzne ciśnienie wypchnęło krew przez skórę na twarzy. Objawiło się to w postaci mnóstwa małych czerwonych piegów, które znikały przez cały dzień. Poza tym wymiotowanie na środku ulicy to zwyczajnie krępująca sytuacja… W szczególności dla filozofa.

Rysuję ostatnio głównie Żydów bądź lesbijki. Nie, żeby mi to przeszkadzało, nawet mnie to łechce, ale pomyślałem, że warto zaznaczyć pojawienie się takich tendencji. Po zebraniu się do kupy rozpocząłem pracę przy portrecie Howarda Sterna, jako, że był on następny w kolejce dla BlueWater. Z tej okazji obejrzałem nawet Części intymne (swoje i czyjeś). Redaktor prześle w tym tygodniu mój rysunek do Sterna w celu zdobycia opinii. Teraz przede mną prawdziwy komercyjny smakołyk, wisienka na szczycie tortu (na klacie) — okładka do Lady Gagi. Chciałbym już pokazać poprzednie, ale muszę grzecznie poczekać.

True Blood. Podtrzymując się tanizną w postaci Supernaturals i oszałamiającym diamentem w postaci Ekipy czekaliśmy z Kamilem na nowy sezon. No i jest. Odpowiednie wyważenie pomiędzy makabrą a seksem nie zawodzi i działa jak zawsze elektryzująco. Nasze rzeczywistości są bowiem napędzane siłami libido i morbido, a my siedzimy zafiksowani gdzieś pomiędzy tym wszystkim. W przyszłości mój Mikael opowie Wam o tym więcej.

Na koniec wieść pokrzepiająca. W ramach zadośćuczynienia za pieprzony wulkan Pod koniec miesiąca ruszy w Kunsthalle w Wiedniu wystawa zatytułowana „Genealogie Bólu”. Składać się na nią będą obrazy Mansona i krótkie metraże Davida Lyncha. Na wernisażu będzie obecny i jeden i drugi. Kontakty wznowione, bilety zabukowane. W Wiedniu nigdy nie byłem (a gdzie ja nie nie byłem!). Jeśli pomyśli się o tym nie jako o najdroższym mieście w Eurobiznesie, tylko jako o mieście Schielego, Freuda i Wittgensteina, wówczas w wyobraźni otwiera się pociągająca ciemna szczelina i widać klarownie, że Wiedeń skrywa demony rozumu. Choć dawno pogrzebane, to jednak.

3 Komentarzy »

  • Kat said:

    „Jeśli pomyśli się o tym nie jako o najdroższym mieście w Eurobiznesie…” ;] Kocham Ciebie.

  • Michał Szyksznian (author) said:

    Haha, Wiedeń i Innsbruck, najbardziej pożądane miasta, w przeciwieństwie do Aten i Saloników – a pomiędzy nimi ten fatalny podatek od wzbogacenia się…

  • Kat said:

    Jeśli ktoś grał sprawnie, udało mu się tak rozbudować infrastrukturę Grecji, że po przejściu przez start wpadało się w pułapkę greckich hoteli ;-) Gorzej było w Austrii – postawienie tam hoteli było prawie niemożliwością. Gdy byliśmy dziećmi, moja kuzynka, która prawie zawsze robiła za bankiera, ukrywała pod planszą jakiegoś tysiaka, którego nagle wyciągała w momencie, gdy większość była już spłukana (podejrzewam, że oszukiwała, skubana), i wykupywała nasze posiadłości. Chociaż i tak najbardziej bolesna była karta „Idziesz do więzienia. Nie przechodzisz przez start. Nie otrzymujesz 200 $” ;-)

Pozostaw komentarz!

Dodaj komentarz poniżej lub trackback ze swojej strony. Możesz też subskrybować komenarze przez RSS.

Pisz co chcesz, tylko nie spamuj!

Możesz skorzystać ze znaczników:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>