Polska żałoba
Jako, że nie jestem właściwą osobą do przeżywania żałoby narodowej, początkowo postanowiłem przemilczeć fakty, zarówno tutaj, jak i w innych miejscach. Ale rozmiar emocji, które przekosiły kraj, jest dla mnie czymś na tyle ciekawym, że jednak muszę otworzyć portfel i zapodać trzy grosze. Od razu powiem, że z własnego wyboru przestałem śledzić informacje o katastrofie, wypowiedzi ludzi w mediach, jak również nie odmawiam czarno-białego różańca zdjęć, puszczanego na pętli na większości polskich kanałów. Dlaczego?
To mnie właśnie najbardziej uderzyło w tym całym wydarzeniu: że mnie nie uderzyło. W zasadzie podobnie miałem z nieszczęściami w katowickiej hali, czy ze śmiercią Wojtyły. W bardziej codziennej skali również nie wpływa na mnie tych kilkanaście pogrzebów dziennie, które odbywają się niedaleko na szczecińskim cmentarzu. Wydaje mi się, że w pewnym sensie jestem wyłączony na śmierć. A na pewno na śmierć ludzi, wobec których nie przejawiam sentymentów. Włączam się na nią tylko wtedy, gdy jest ona bliżej niż ma to w zwyczaju. Gdy w zeszłym roku zniknął Jackson, to przyznaję, zwiędłem nieco wewnętrznie, zrobiło mi się źle. Jednakże źle o tyle, o ile miałem z nim styczność poprzez jego dorobek artystyczny. Tam ulokowałem pewne sentymenty i one były kluczem do refleksji, której nie dało się nijak obejść.
Zginęli ludzie reprezentatywni. Przy moim sentymencie dla kraju można by śmiało postawić znak zapytania. Równanie jest generalnie proste: sprawy państwowe zaczęły odgrywać w kontekście mojej psychiki rolę bardzo drugoplanową (żeby nie powiedzieć — epizodyczną). I nie, nie chcę przez to powiedzieć, że jestem ponad tym. Ja jestem obok tego, a to spora różnica. Stąd też jestem obok żałoby i nie ma tu żadnej iskry zapalnej, która mogłaby uruchomić we mnie współodczuwanie. Proszę mnie zrozumieć — w moim przypadku nie ma na to warunków.
Pozostaje jeszcze kwestia żałobnych reakcji. Niby nie wypada ich oceniać, ale mamy generalnie do czynienia z tym samym Festynem Śmierci, co pięć lat temu. Waga podobna, jako, że tutaj przedstawiciele państwowi, a tam, choć jeden człowiek, to jednak o randze świętego. Nie przeszkadza mi moment powagi, nie przeszkadzają mi czarno-białe strony internetowe, czarne wstążki, każdy może się uzewnętrznić ze swoimi odczuciami — nie mam w związku z tym żadnych pretensji. Ale w medialnej żałobie jest na tyle duża przesada, że momentami skręcam wargi w poczuciu zmieszania. Ciężko winić stacje telewizyjne, które niejako odgórnie są zmuszone do działania podług mechanizmu oglądalności (gazety podług poczytności, etc.). Ale wytwarza się cichy konkurs żałobny i to właśnie wywołuje chwilę przesady. Który kanał przedstawi to lepiej? Który zaprosi ciekawszych gości? Który najpełniej ujmie towarzyszące wydarzeniom emocje? (Gdy Olejniczak popłakał się w studio, to aż ukradkiem przerywali puszczany materiał filmowy, żeby pokazać, w jakiej jest ruinie). Kiedy dalej okazuje się, że już nie starcza materiału, że nie ma już zbytnio co analizować, to zaczyna się zapętlanie wokół tematu — i ten korkociąg jest jak sekcja zwłok. Takie wałkowanie trupów w betoniarce. A jest w czym przebierać. To już nie przypomina żałoby, a upajanie się śmiercią. (To nie telewizja ma tę potrzebę upojenia, tylko widz!). Jako filozof nie mam jakoś szczególnie odmiennych odczuć związanych ze śmiercią, jednakże moja refleksja na jej temat nie rodzi się w takiej sytuacji. Tutaj prędzej powstaje refleksja o tych, co żyją.
W trakcie trwania żałoby nie zabrakło również haseł. Ponownie, jak pięć lat temu, pojawił się slogan: dziś nie ma podziałów. Nieprzypadkowo. Myślę, że „brak podziałów” to najlepsze narzędzie do identyfikacji ze śmiercią. Zasada naszego codziennego funkcjonowania tkwi w nierówności. Nierówność oznacza także podziały, które na dalszą metę oznaczają aktywną i dynamiczną potencję oraz możliwości. Jeśli nie ma podziałów, to tak, jakby zamierał ruch, czyli życie. A więc refleksja żałobna przybrała tu formę chwilowej mentalnej hibernacji. Sytuacja absolutnie bierna i bezpłodna. A jednak, co ciekawe, niczym gwałtowny żywioł momentalnie zaaplikowała się w naród. Bo tylko telewizja potrafi przedstawić śmierć w tak żywy sposób.









Podobno brak równości jest też warunkiem spokoju. I niby człowiekowi jest nie w smak, ale rewolucja to przecież nic dobrego. A potem naturalny powrót do hierarchii.
W tym co napisałeś coś jest, chociaż mój odbiór był całkiem inny.
Cóż, przyznam Ci rację – kochamy się martyrologizować. Zostało w nas to poczucie lepszości względem świata, tego, że nawet śmierć ‘zabrała nam elitę’ i ‘jak teraz będziemy funkcjonować’? O ile widzę – całkiem normalnie. Pociągi chodzą, woda w kranie jest, TV i internet oraz sąsiadka z okna – też.
Smarujemy się tym nieszczęściem jakby miało nam to wybrukować drogę do nieba. Całemu narodowi, słynne ‘czterdzieści i cztery’. I jeśli jeszcze w sobotę można było zerknąć na TV, emocje były prawdziwe, czasem ktoś coś powiedział szczerze choć niezręcznie – tak teraz? Szopka.
Ja wymiękłam przy odczytywaniu tytułów prasowych z całego świata nawiązujących do wypadku – kto, jak, czy były zdjęcia i jakie.. Jakbyśmy sprawdzali czy zauważyli i czy odpowiednio się nad nami litują.
Pominę milczeniem szukanie na siłę winnych. Ale pewnie się okaże, że dziadek pilota siedział na ławeczce niedaleko Biura KGB
Ciekawe, lecz nie zgodzę się ze zdaniem „to nie telewizja ma tę potrzebę upojenia, tylko widz”. To nie widz, to tv, gazety nakręcają tę szopkę (zawsze) tłumacząc że to dla (dobra) widza, czytelnika.
@silwena, media bardzo silnie wzmacniają poczucie żałoby. Dla mnie jest to niejako forma wymuszenia, stąd szybko przestałem oglądać. Nawet osoby, które są średnio zainteresowane tematem, zaczynają się w to mimowolnie wkręcać, a nawet wchodzić w egzaltację. A już najbardziej dziwią mnie „cudowne nawrócenia” na Kaczyńskiego.
Genialne spostrzeżenie: „Jakbyśmy sprawdzali czy zauważyli i czy odpowiednio się nad nami litują” – polskie kompleksy to bardzo specyficzne kompleksy. Gdy zapętlano pokaz kondolencji z różnych stron świata, pomyślałem, że ktoś mi podprogowo sugeruje jak ważna jest to żałoba, i że powinienem głęboko się zawstydzić sam sobą. Tak, jestem świadkiem historii, ale nie płakałem po Smoleńsku i bynajmniej nie jest to dla mnie temat do emocjonalnego masturbowania się.
@supertom, w pierwszym odruchu rzeczywiście można tak pomyśleć, ale spójrz, że media kierują się oglądalnością/poczytnością, natomiast prezentowana treść ma dogadzać temu, czego chcą ludzie. A ludzie chcą się upajać. To jest koło, które samo się nakręca.
Rzeczywiście – trudno nie zauważyć, że to jakby już było…ten Festyn Śmierci. Staram się nie oceniać serwowanego obecnie medialnego spektaklu, takie są prawa rynku, ale cholera, dlaczego odczuwam zażenowanie? Stosowana manipulacja jest tak niskich lotów, że robi się niesmacznie, ale jeszcze gorsze jest to, że to się sprawdza, znów działa. Ludzie, głodni wrażeń, kupują to. To ucieczka od szarej codzienności: „ach taka STRASZNA TRAGEDIA”, a gdzieś w zakamarkach jestestwa tli się może cicha satysfakcja, że elitę również dosięga ślepy los czy też ukierunkowany gniew boży. Wspaniałe widowisko, darmowa stymulacja, dreszczyk emocji między popołudniową herbatką, a kolacją – pokaz trumien, omówienie na bieżąco reakcji świata, wszystko ładnie podane, lepsze od Mody na sukces!
Być może nie jestem odpowiednią osobą do analizowania i krytykowania działań politycznych itp. Za mało wiem, za mało się interesowałem/interesuję polityką. Wiem że, być może to najprostsza wymówka żeby, się nie udzielać. Lecz tym razem chciałbym wyrazić swój pogląd na to co się stało, a raczej na to co się dzieje.
Gdy dowiedziałem się o tragedii byłem w szoku. Zginął prezydent i czołówka polskich polityków.
A dzień wcześniej gdy zasypiałem przed telewizorem bez przerwy mówili o planach prezydenta w związku z wizytą w Katyniu i innych imprez politycznych.
W skrócie powiem że, uderzyło mnie to wydarzenie. Po raz pierwszy spojrzałem na postać Lecha Kaczyńskiego jako na człowieka, a nie prezydenta. Uważam że, pożegnać tego obywatela trzeba godnie. Bądź co bądź, był naszym prezydentem.
Rozumiem że, to dla wszystkich był szok, ale zdziwiłem się bardzo że, nagle tyle ludzi zaczyna płakać.
Ale jeszcze bardziej się zdziwiłem gdy w mediach usłyszałem same pozytywne komentarze na temat jego prezydentury. Wiem że, o zmarłych źle się nie mówi. Ale społeczeństwo nadało mu rangę bohatera narodowego. Wszyscy mówią że, jako głowa państwa wiele dokonał a ja pytam co konkretnie, ile więcej niż Kwaśniewski? Wiem że, zamieszany był w solidarność etc. Szkoda że, wcześniej się o tym nie mówiło. Za to wszyscy wytykali mu najdrobniejsze błędy, przejęzyczenia, a nawet parę dni temu połowa polaków (wraz ze mną) naśmiewała się z przemowy Kaczyńskiego do której była podłożona ścieżka z pianinem.
Chciałbym też podpisać się pod felietonem Bullsika.
Mnóstwo trafnych przemyśleń.
Nigdzie w mediach nie ma innego tematu. Nawet „Viva” czy tam „MTV” uruchomiła możliwość wysyłania sms’ów z kondolencjami. Szkoda tylko że, w tle biegają gołe, spocone, baby.
Odbywa się taki konkurs stacji telewizyjnych która z nich lepiej sprzeda śmierć prezydenta. Tak jak napisał Michał, stacje wolą pokazać płacz któregoś z gości niż przedstawiać fakty. Gdy oglądam wieczorne wiadomości zawsze mam nadzieję że, powiedzą o czymś innym. Chyba coś innego w Polsce też się dzieje. No nie wiem złotówka się wzmacnia, a dolar spada, paliwo drożeje, szpitale przepełnione, ktoś zachorował na raka czy że, krążą plotki na temat Kubicy w Ferrari itp.
Nawet prognoza pogody poprzedzona jest spotem ze zniczami.
Ale taka już chyba nasza natura że, zamiast wziąć się w garść to rozdrapujemy rany. Mam wrażenie że, cały czas gdy ktoś się spyta któregoś z polityków czy innej władzy, dlaczego w Polsce jest ch**owo to odpowiedź jest jedna: Wiele przeżyliśmy, II wojna światowa, Stan wojenny, PRL.
I wydaje mi się że, mamy oto kolejną wymówkę.
I jeszcze jedno… dlaczego Polska tak desperacko pragnie aby inne kraje o nas usłyszały, płakały po nas itd. Dlaczego my Polacy nie mieliśmy żałoby narodowej gdy np. na Filipinach ginęło tysiące a nie dziesiątki ludzi?
Mi się podoba. Lubię takie festyny i od tygodnia nieźle się bawię za każdym razem jak włączę telewizor. Może to objaw tej emocjonalnej masturbacji?
A jaka muzyka w radio! Od kilku dni w przydomowym sklepie nie słyszałam disco-polo
@Dilek, właśnie to całe nawrócenie na Kaczyńskich było w tym wszystkim najbardziej oczoprzewrotne, że się posłużę takim obrazowym zwrotem. Już nie Kartofel i Diabeł Piszczałka, tylko wyidealizowana para prezydencka. Polacy mają tendencję do Przesady i cały ten ponury karnawał był w niej zatopiony. Trzęsienie ziemi w Tybecie, które wydarzyło się tydzień temu, i w którym zginęło 400 osób (plus 10 tys. rannych) zostało skrupulatnie przesłonięte polskim kirem i niektórzy nawet nie wiedzieli, że coś takiego w ogóle się wydarzyło. Nie mówię, że to dla mnie szczególnie istotne, ponieważ Tybet, to Tybet – nigdy nie byłem, nie widziałem, nie doświadczyłem, więc jest dla mnie miejscem nieco abstrakcyjnym. Ale jako informacja robi na mnie większe wrażenie niż wieści o samolocie w Smoleńsku.
Pozostaw komentarz!
UserOnline
Facebook
Ostatnie komentarze
Archiwum Bloga
Living on video
Devendra Banhart - Feel just like a child
Tagi
Shortcut
Last.fm