Pokwietniowy spleen
Kwiecień wraz z jego krzywym układem planetarnym na szczęście już za nami. Samoloty, wulkany, trzęsienia ziemi, redefiniowanie przyjaźni, szalona pogoń za wypełnianiem próżni, etc. Smoleńska obsesja śmierci jest nadal czynna, choć podsycana już tylko ewentualnie przez prywatne zboczenia pana Pospieszalskiego. W którymś momencie w dziwaczny sposób przeszła na kanał libido — jakaś osoba z rozbiegu wpisała w google „Olejniczak porno”. Myślę, że można to potraktować jako oznakę pożałobnej ulgi i powrotu na Ziemię.
Wulkan. Oczywiście uspokoił się jak tylko minął czas mojej podróży do Grecji. Uważam, że nie był to zbieg okoliczności, tylko wykalkulowany sabotaż. No bo takie rzeczy zdarzają się tylko w filmach. Choć jeśli się zastanowić, to doświadczam coraz więcej filmowych sytuacji. Czy to znak, że przestaję chwytać tak zwane realne życie? Być może. Wszak wyniosłem z niego głównie bukiet neuroz. Poza tym termin „realne życie” to jedna z największych iluzji, więc samo pytanie robi na mnie średnie wrażenie; ot, dramatyczny efekt retoryczny).
Do grona kwietniowych zgonów doliczę też Ugly Betty, którą zagazowano permanentnie po czwartym sezonie, prezentując zupełnie nijaki finał. Konfuzja. W ramach żałoby wymasowałem swój płat kulturalny filmami — Allen, Cameron, Polański, Scorsese, czyli nowiny z poważniejszej, „wielkiej” półki. Chwilowo zawieszam też oko na Glee, jako, że rysuję związaną z tym okładkę dla BlueWater Productions (sześć postaci na jednym formacie to nie lada wyczyn!). Ryan Murphy zmienił konwencję — po genialnych Nip/Tuck i Running with Scissors ciężko stwierdzić czy przejście do Glee to krok naprzód. Konfuzja, przyzwyczajanie. Ujął mnie wuefistką. Bo nie ma to jak dobry, charakterny i soczysty stereotyp. Szczególnie gdy jest okołolesbijski.
Okładkę do Clintonów mogę już oficjalnie pokazywać. Rosie O’Donnell i Justin Bieber muszą jeszcze chwilę poczekać. Na gwałt szukam nowych zleceń, bo nie chcę wchodzić w wiosnę na golasa. Zresztą (jak zwykle) wchodzenie w wiosnę jest jak wydobywanie się z basenu wypełnionego budyniem. Nawet jak przebierasz nóżkami, to efekt marny. Dodatkowo umarło słońce i budząc się rano odnosi się wrażenie, że przyszła już jesień. Konfuzja. Ale nie zraża mnie to, bo za tydzień piąty zlot Mansonowców w Warszawie. Oczywiście, że będę. Jeśli Kamil zdecyduje się tam na granie, to zamawiam u niego remiks Gagi z Metalliką:





















Oryginał (LG – Telephone) od początku nie przypadł mi do gustu ale jak obejrzałem kilka mixów i przeróbek, od razu nabrało to mocy
Świetne to ejst ;]
Pozostaw komentarz!
UserOnline
Facebook
Ostatnie komentarze
Archiwum Bloga
Living on video