Home » Bez kategorii

Obwód a punkt centralny

6 września 2008 3 Comments
Miałem w tym roku okazję rozeznać się w różnicach dotyczących ludzi z centrum i ludzi z obrzeży miasta. A różnice takie niewątpliwie są. Z początku nie wiadomo w czym się dokładnie przejawiają, ale przy głębszym wglądzie sprawa się nieco klaruje. Nie mówię, że wszyscy się wpisują w moje obserwacje, ale są to pewne… tendencje. Pierwsza różnica jest taka, że ludzie z centrum mają wszędzie blisko, więc w każdej chwili mogą się spotkać. Co za tym idzie nie mają zwyczaju umawiania się dwa dni lub dzień wcześniej. Umawiają się godzinę przed. Druga różnica: ludzie z centrum, żyjąc w poczuciu, że mają wszędzie blisko, niemiłosiernie się spóźniają. Człowiek z obrzeży, w obawie żeby mu uboga komunikacja nie zawiodła, szykuje się na pielgrzymkę do miasta już na dwie godziny przed czasem. Jest wytresowany przez niedogodności dojazdowe. Człowiek z centrum w ogóle się nie szykuje, myśląc, że „to blisko”, że „zdąży”, że „jeszcze to a tamto”, relaks, niezmącenie i papieros. W konsekwencji traci czujność co do godziny. Gdy umawiasz się z obrzeżakiem możesz być pewien, że zjawi się przed tobą. Na człowieka z centrum trzeba brać poprawkę czasową.

Inna ciekawostka: ludziom z centrum nie chce się ruszać dupy, gdy mają pojechać dalej niż sto metrów poza swoje terytorium. Zauważyłem to w zeszłym roku, w szerszej, ogólnokrajowej skali, gdy warszawiacy stawiali opór dowiedziawszy się, że zlot MansonPl odbędzie się we Wrocławiu. Ludzie z innych miast jakoś nie mają problemu, żeby podróżować po Polsce. Natomiast wyjechać z Warszawy to już nie lada problem, to już udręka. Dla Warszawiaka każde inne miasto zdaje się być prowincją, a czegóż szukać na prowincji skoro jedyne życie toczy się w centrum? (jest jeszcze sprawa Krakowa, ale o tym kiedy indziej). Przekładając to na strukturę miasta: dla ludzi z centrum wszystko, co poza ich terenem, jest słabsze, nieciekawe, nie warte zachodu i basta. Z perspektywy człowieka z obrzeży, takiego jak ja, człowieka, który ma większy dystans wobec centrum, ponieważ spogląda na nie z boku – sprawy centrum nie mają się tak cudownie, jak to się może wydawać. Owszem, jest to punkt, do którego się siłą rzeczy grawituje, bo tam też się skupia dzienne i nocne „życie”, imprezy, etc. Imprezy… Nie mam zamiaru rozwałkowywać teraz mojego ostatniego „traktatu o manekinach”, choć przyznam, że pewne kwestie nadal mnie nurtują. Ale chcę zaznaczyć, że mój sceptycyzm wobec nocnego życia centrum jest czymś, co mi może pewne rzeczy utrudniać… Na przykład pełen komfort przeżywania chwili. Na dłuższą metę jednak ułatwia, przyzwyczaja, oswaja. A więc in plus.

Piszę dalej magisterkę. Bilans: w ciągu tygodnia napisałem 30 stron. Nie wiem czy to dobry wynik, czy nie. Nadal się czuję zwiotczały i niechętny. Ależ przecież robię to dla tytułu, tego prestiżowego tytułu, jakim jest marne mgr koło nazwiska… Czasu nie ma, to zasadniczy problem, który sprawia, że pisanie staje się męką. Bo przecież temat dla mnie fajny. No, ale co z tego, co z tego… Wiem jednak, że gdy skończę, poczuję się w jakiś sposób dumny.

Tymczasem polecam przygody pani Barbary i klatki B. Pani Barbara zawsze potrafi rozświetlić moje lica. Klatka B to serial fabularny, ale realizowany tak, jakby był amatorskim zapisem wideo. Z odcinka na odcinek przeradza się w thriller – blok skrywa tajemnice, które frapują, coś nie gra, coś straszy. Ni to Alternatywy 4, ni to Lynch, ni to von Trier. Ale pani Barbara… pani Barbara Kwarc, biorąc udział w tej wielkiej grze, błyszczy. Bo leci autentykiem, sobą od początku do końca. I będąc jednocześnie wpleciona w fabułę, opowiada prywatą, czasem nie związaną z historią. Jak na aktorkę-amatorkę jest dosyć ujmująca. Mój ulubiony fragment z Barbarą, z samego początku serii, gdzie narzeka na pana Józia i jego psa Polę:

3 Komentarzy »

  • hera said:

    Ja nie przepadam za Warszawą. Bynajmniej nie chodzi tu o ludzi, nic nie mam do mieszkańców, nie znoszę ogromu tego miasta. Wszędzie się jedzie godzinami, korki, tłumy na każdym kroku, nie, życie w metropolii zdecydowanie nie jest dla mnie. Nie spotkałam się dotąd z takim wygodnictwem wielkomiejskiego ludu, choć lwia część moich kuzynów powyjeżdżała do stolycy się kształcić i przecież teraz to warszawiaki pełną gębą ;p. Ciekawa obserwacja Bulls. Ale Szczecin to też spore miasto, skoro drażnią Cię pewne przyzwyczajenia ludzi z centrum, Ty zapewne mieszkasz gdzieś na obrzeżach, w pięknym domu z ogrodem ;) ;) ?
    Co prawda ja jeszcze nie zaprzątam sobie głowy magisterką, to na razie odległa przyszłość. Nie wiem, ile masz jeszcze czasu, to początek, czy już chylisz się ku końcowi? W każdym razie, zauważając Twoje zniechęcenie, myślę że 30 stron w tydzień to bardzo dużo. Winszuję i życzę podobnych efektów pracy w przyszłości (chyba że Ty nie jesteś z nich zadowolony). :)
    Ach, pani Barbara, znamy, znamy xD. Uwierz, w życiu nie powiedziałbym, że to serial fabularny. Byłam przekonana, że to amatorskie video ku poprawie humorów realizowane ;) . Dosadność pani Basi jest rozbrajająca. Zawsze, kiedy oglądam, donośny rechot słychać chyba u sąsiadów :P . Nie widziałam wielu odcinków, moim ulubionym fragmentem jest rozmowa o pracy w teatrze
    http://pl.youtube.com/watch?v=_vVzMtn1vgk
    Jej teksty powalają na łopatki: „lelum polelum”, „git majonez” „łaa, tylko z młodzieżą, a co, ze starociami mam nawijać?!”. Szeroki uśmiech, rozświetlający facjatę, gwarantowany! ;)

  • Bullsik said:

    Szczecin jest spory jeśli chodzi o jego rozłożystość – tutaj należy do tych kilku największych miast w Polsce. Ale nie przekłada się to na życie, że tak powiem, „rozrywkowe”. Szczecin generalnie jest słaby, ma kilka klubów na krzyż, a w tych klubach kilka pomysłów na imprezy na krzyż. Akurat to mnie nie boli, wykładam tylko fakty. Mieszkam na samym obrzeżu, w domu, ale nie pięknym, mam ogródek, ale również niepiękny. Znajduję się pomiędzy miastem a wsią, z jednej strony słyszę miejski szmer, z drugiej polne żaby. Ciekawe wrażenie, gdy tak stoję w nocy na papierosku na zewnątrz.

    Magisterka. Jeszcze w połowie nie jestem, ale do końca września muszę to zdać. Jakoś nie chce mi się o tym myśleć…

    A z pani BArbary obejrzałem wszystko co można, to moja tymczasowa idolka ;)

  • hera said:

    Ja może na obrzeżach nie mieszkam, ale do centrum też mam kawałek, jednak chyba teren można zaliczyć do cywilizacji jak najbardziej miejskiej, chociaż przyroda o krok :) . Mieszkam w bloku, na sporym osiedlu. Dobrze mi tu, dużo zieleni, nawet tuż przed moim balkonem rośnie olbrzymi klon, który sięga już trzeciego piętra. Blok usytuowany przy ulicy, ale niezbyt ruchliwej, a po drugiej stronie szosy ciągną się domy jednorodzinne, a zaraz za nimi… pusta przestrzeń, rozciągają się łąki i wije się rzeka, czyli natura wita w swych skromnych progach ;) . Jednak jest to tylko spory obszar, po obu stronach rzeki. Przejdziesz te kilkaset metrów i znów wchodzisz w ruch uliczny. Tutaj, podobnie jak u Ciebie, spokój, ptasie trele, bzyczenie owadów, czy plusk nurtu wody, ścierają się z otaczającym zewsząd zgiełkiem miasta. Lubię ten kawałek przyrody w środku cywilizacji. Jednak całkiem odciąć się nie da. Stajesz na drewnianym mostku i widzisz niedaleko sznur samochodów nieprzerwanie zakłócających spokój swoim warkotem, podniesiesz wzrok i zauważasz w oddali jakiś komin, czy inne zabudowania.

Pozostaw komentarz!

Dodaj komentarz poniżej lub trackback ze swojej strony. Możesz też subskrybować komenarze przez RSS.

Pisz co chcesz, tylko nie spamuj!

Możesz skorzystać ze znaczników:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>