Home » Bez kategorii

Mój sąsiad Totoro

16 stycznia 2004 4 Comments

Człowiek to taka specyficzna istota, która dąży do szczęścia, nie mając jednocześnie świadomości, że życie w szczęściu nie wypełniłoby jego potrzeb. A nawet jeśli ma tego świadomość, to i tak za wszelką cenę skupia się na tym dążeniu. Bo cel jest zawsze – nie ma możliwości, aby ktokolwiek był w stanie się spełnić. Jeśli osiągasz cel, zaczynasz odczuwać pustkę i zaraz stawiasz przed sobą kolejny. Niektórzy twierdzili, że to jest dowód na wieczną tęsknotę za bogiem – i pomimo, że jestem ateistą, mogę przystać na taką opinię, o ile słowa takie jak „szczęście” i „bóg” potraktujemy tu zamiennie. Szczęście bowiem to bóg każdego z nas, cel realizowany na nieskończoność sposobów. Cel wieczny, a wieczny dlatego, że nie dający się ostatecznie zrealizować. I trzeba mieć na co narzekać, aby czuć, że są w naszym życiu pewne dążenia, aby czuć, że się żyje. Wieczna hedonia nigdy wieczną nie będzie, bo zbrzydnie szybko. W końcu i tak każdy zacząłby narzekać na nadmiar nudnego szczęścia.

4 Komentarzy »

  • Silwena said:

    Hmm. pytanie zasadnicze: czymze jest szczescie? dziwnie sie wartosciuje to slowo.. dla mlodych to imreza w sobote, dla starszych ludzi to przebudzenie kazdego nastepnego dnia.. czy oni uwazaja taki caly dzien za permanentne i totalnie obrzydliwe szczescie czy zapominaja zaraz po wstaniu, ze sa „szczesliwi”? Jakie to szczescie po prostu zyc chwila a nie czekac na zbawienie jutro, za tydzien ,za rok..

  • Szyksznian (author) said:

    Najogólniej rzecz ujmując szczęście jest celem życia. Dążenie każdego z nas do osiągnięcia szczęścia objawia się na nieskończenie wiele sposobów.
    Idąc tym tokiem myślenia łatwo zauważyć, że dążenie do szczęścia za wszelką cenę może nieść ze sobą zgubę – własną bądź czyjąś. Stąd też próby odnalezienia zasad tych złotych środków, które, jeśli przestrzegane, pomogłyby nam osiągać cele bez ofiar. Bo dążymy wszak do szczęścia, nie zguby – niektórzy tylko zbyt późno to sobie uświadamiają.
    Stąd dalej wynika problem przyjemności – na ile przyjemność jest faktycznie przyjemna, a na ile zgubna

  • Silwena said:

    Ciekawe ujecie.. szczescie jako wlasciwosc absolutna.. czyli dozenie do nirwany? do absolutu? zbawienia? a gdzie drobne „szczescia”? czy szczescie musi odbywac sie jakims kosztem? Budda nauczal cieszyc sie zyciem.. a odkupil te madrosc paroletnia medytacja i jak sam okreslal „zmarnowanym czasem” na, ze tak to ujme „nicnierobienie”.. To upraszcza zycie i daje mozliwosc cieszenia sie rzeczywistoscia a nie oczekiwanie na to co nadejdzie.. Takie oczekiwanie czesto zaslania nam terazniejszosc i gubimy czas, sily i mysli na czyms co jeszcze nie zaistnialo..

  • holy maya said:

    nie ma boga
    nie ma szczescia
    got ist tot
    i szczescie tez

Pozostaw komentarz!

Dodaj komentarz poniżej lub trackback ze swojej strony. Możesz też subskrybować komenarze przez RSS.

Pisz co chcesz, tylko nie spamuj!

Możesz skorzystać ze znaczników:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>