Bullsik Gallery | Michał Szyksznian
6kwi/10

Marcowe historie

Ostatnio pojawiły się z różnych stron pytania pod tytułem "co ja właściwie robię". Dziś bowiem, aby poznać człowieka ludzie nie pytają co ten człowiek uważa na dany temat, tylko pytają gdzie pracuje. Skorzystam z okazji i podkreślę tu jeszcze raz publicznie, że nie pracuję z prostego powodu: aby móc realizować swoje talenta i doprowadzić do sytuacji, w której będę mógł z nich wyżyć. I nie mówię tu o ciułaniu w studio reklamowym, bo jest mi to obce do tego stopnia, że gdybym miał wybierać pomiędzy studiem, a naklejaniem cen w Carrefourze, wybrałbym to drugie. Mówię o drodze wybrukowanej wyrzeczeniami, która jednak może mnie poprowadzić do zwycięstwa. Taka jest moja odpowiedź.

Musiałem to tłumaczyć różnym osobom (z różnym natężeniem i różnym skutkiem). Dodam przy okazji, że nie umiem odpowiadać wiele razy na to samo pytanie używając tych samych zwrotów i zdań. Za każdym razem staram się inaczej dobierać czasowniki, synonimy, używać nieco innych chwytów, aby z nudów nie paść przed sobą trupem. (Powtarzanie tego samego, w taki sam sposób i każdemu z osobna grozi apatią i wchodzeniem w mechanizm). I jeśli pojawia się w krótkim odstępie czasu sporo osób, które mnie częstują tym samym pytaniem, wówczas zaczynam dostrzegać, że ilość wariantów w języku polskim jest jednak ograniczona, nad czym ubolewam. Rozwiązanie: odpowiadać zbiórczo lub poznać nowy język. Tymczasowo wybieram opcję numer jeden.

Zostawmy jednak w tyle historie zawodowe i lingwistyczne, a przejdźmy do miłosnych. Niedawno chciałem pozbyć się (symbolicznie) swojego pierścionka, więc wpadłem na wspaniały pomysł, że go po prostu połknę! Pierścionek okazał się być jednak zbyt duży i utknął przy krtani — nie chciał ruszyć ani w jedną, ani w drugą stronę. Kasia próbowała go przepchnąć palcami, wyczuwając go w szyi. Nic z tego. Zachowując zimną krew zacząłem prowokować wymioty. Ponieważ jednak robiłem to przy stoliku w Hormonie, przy ludziach, instynkt (czytaj: Kasia) nakazał mi w pewnej chwili udać się do łazienki.  Kluczem był spokój — pierścień w końcu wypadł do klopa, obyło się bez pogotowia. W tym miejscu historii zmieniłem zdanie i postanowiłem go ratować, włożyłem rękę w ustęp, wyciągnąłem, opłukałem i już wiedziałem, że tego nie można się tak po prostu pozbyć, że to mógłby być błąd. Życie samo pisze dla siebie metafory!

Tymczasem sprawa z wystawą Mansona zrobiła się nieco bardziej tajemnicza. Galeria, która miała być jej organizatorem, nagle już nim nie jest. Z dnia na dzień znikają banery, postery, prace i nazwisko Mansona z ich witryny. Kurator zaczyna milczeć, więc pewnym jest, że nic już z człowieka nie wykrzesam. Zwracam się do Instancji Najwyższej, która informuje mnie, że wystawa jednak się odbędzie (muzeum potwierdza to samo). Proszę go o wskazanie innego kontaktu. Jedna z osób z jego otoczenia informuje mnie, że z wejściówkami to nie do końca tak, jak mi to uprzednio naświetlono — dezorganizacja, a czasu coraz mniej. Stanęło na tym, że zostaniemy tam z Toksyczną tajniacko "wprowadzeni". Będziemy jednocześnie jedynymi przedstawicielami polskiej biedoty pośród zbiorowiska grubych ryb po grecku. Tajemnice! Suspens! Te trzy dni w Atenach zapowiadają się smacznie. Przy okazji obadam pozostałości lepszego świata, czyli Akropol, tym razem już nie przez pryzmat historii sztuki, a bezpośrednio i naocznie. Rezerwacje poczynione.

Jeszcze a propos rysunków. Dorzuciłem jakiś czas temu do galerii portret Joan Jett, który wykonałem dla Bluewater Productions. Wydawnictwo to w głównej mierze korzysta z popularności różnego typu celebrytów i tworzy o nich komiksy, co jest zresztą nową, po części pasożytniczą formą wydawniczą w Stanach. Jak się okazuje — mimo obelg ze strony innych wydawców — są oni w stanie swoimi historyjkami ożywić nieco podupadający rynek komiksowy w Ameryce poprzez wprowadzenie zupełnie nowego narybku klientów. Interesuje mnie jednak co innego, a mianowicie to, że mogą nieco wypromować swoich twórców. Niech dowodem będzie fakt, że ich komiksy są pokazywane w amerykańskiej telewizji śniadaniowej i docierają nawet na polskiego Pudelka. Komiks "Joan Jett and the Runaways" (będący zresztą reprintem serii rockowej z lat 90-tych) wychodzi w czerwcu, na fali powodzenia nowego debiutu kinowego Florii Sigismondi. Więc będąc mniejszą pijawką, podczepiam się pod pijawkę większą i sprawdzam czy to środowisko jest aby w stanie być mi pomocnym w uskutecznianiu moich planów. Jak na razie zapowiedź komiksu ozdobiła stronę MTV Splash Page oraz szereg pomniejszych portali, które przekopiowały z niej newsa. Czekam na publikację i obserwuję, a w międzyczasie rysuję kolejne okładki. I to z postaciami, o które byście mnie nie podejrzewali.

Komentarze (2) Trackbacks (0)
  1. Bullsik… za połykanie pierścionka masz u mnie piwo, przy jakiejś okazji. Takie duże. Zimne. Ku*wa, nawet dwa. Popłakałem się. Bynajmniej nie ze współczucia. ;)

    Wyżyć z twórczości… ehh… też bym chciał. Ale na razie, szykuje się jeszcze przez długi czas, zbieranie bawełny. ;)

  2. Okej, będę pamiętał na zlocie! A skoro już przy pierścionku jesteśmy – piwem też nie dało się go popić. Na szczęście nie blokował przepływu powietrza, więc byłem w stanie zakomunikować, że się dławię, że boli, i że trzeba go wydrzeć siłą. Sytuacja bardzo filmowa, zresztą marzec przyniósł mi niejedną taką!


Dodaj komentarz


Brak trackbacków.

Living on video

UserOnline

Users: 4 Guests, 1 Bot

Meta

Ostatnie prace

Ostatnie komentarze

Popularne wpisy

Archiwum

Last.fm

23 minutes ago
25 minutes ago
28 minutes ago
31 minutes ago

Tagi

alchemia alkohol Batman Bitter Glitter Bluewater Productions David Bowie David Lynch fantasmagorie film filozofia Friedrich Nietzsche Gombrowicz Google Grace Jones Grecja Justin Bieber kino koncert Kraków Którędy? Lady Gaga libido literatura Madame La Kukuruku MansonPl Marilyn Manson miasto Michael Jackson muzyka podróż porno praca magisterska prace publikacje sny studia szkice sztuka telewizja urodziny Warszawa wystawa youtube znajomi śmierć