Home » Bez kategorii

Kora mózgowa

14 lipca 2010 No Comment

Aktywność psychiczna jest w pewnym wieku rzadko osiągalna, z różnych przyczyn. Choćby z takiej, że starzejący się człowiek ukonkretnia się, zastyga jak żywica w jakimś kształcie. Przy czym, z nadmiaru wiedzy (i rozkładu), upada wewnętrzna łatwość poszukiwania możliwości, zanika dynamika i wizjonerski algorytm myślenia tak właściwy dla młodości. Dodatkowo, w tak szybko zmieniającej się rzeczywistości (używam tego słowa na określenie ludzkiej cywilizacji), mało kto jest w stanie nadążyć za nowym stanem rzeczy. Wywołuje to, szczególnie u ludzi starszych, poczucie, że ten świat nie jest ich światem. Dochodzi cała kwestia dezorientacji, niepewności, uruchomienia się nostalgii i nabierania fałszywego mniemania, że „kiedyś było lepiej”. Trzeźwość myślenia, odwaga, czy brawura zamieniają się w obojętność, bądź lękliwość i niepewność, wygląd fizyczny obraca się w niwecz i nie tylko świat, lecz nawet własne odbicie w lustrze staje się obce. Końcowym wynikiem tych zależności jest usuwanie się w cień. Następuje wyłączanie się z obiegu i wegetatywne skupianie na własnej, prywatnej i niezmiennej iluzji czasu przeszłego („konserwatyzm”). W tym punkcie krystalizują się już chyba tylko natrętne pytania o mistykę życia, o drogę dla siebie w oderwaniu od tego, co wokół. (Nie jest tak zawsze, ale generalizuję, żeby coś nakreślić… i przy okazji oswoić się z przyszłością).

Stąd też zadowala mnie ostatnia aktywizacja Kory, którą można określić jako ugodzenie w sutannę — mówię o „Zabawie w chowanego” oraz o wywiadach, choćby dla Wprost (1,2,3) czy Rzeczypospolitej.  Zdaje się, że Kora przeorganizowała się i uzyskała dystans, który pozwala jej się rozliczyć z dawnych doświadczeń. Oznacza to także, że posiada dar, który podtrzymuje w niej buńczuczną ruchliwość myśli i pozwala włożyć kijek w tabu. Dodajmy do tego wszystkiego niedawny, całkiem dosadny list w obronie Palikota. Ten bohemiarski ton oskarżycielski przywołuje w myślach jej siłę z przeszłości.

Nad zagadką Kory i Maanamu zastanawiam się już od pewnego czasu. Bo zagadką dla mnie jest to, dlaczego tak dobrze przyswajam i nastrajam się w obliczu tych utworów, tych tekstów. Kontekst Maanamu jest dla mnie jak dobrze skrojona i pasująca kamizelka. Rozwiązanie tkwi, jak mi się zdaje, w tym, że urodziłem się w czasie, dla którego Maanam był ścieżką dźwiękową.

W 1983 roku Maanam miał na koncie bardzo zacny materiał i szykował się z wydaniem następnego. Urodziłem się w momencie, gdy przez polskie podwórka przelatywały już dwa albumy. Zaraz wyszedł trzeci, Nocny Patrol, ten kamień szlachetny, następnie Mental Cut , no i szczytowe zakończenie lat 80-tych w postaci Się ściemnia. Ta trójca jest chyba najbardziej esencyjna dla pierwszego Maanamu. Wszystko razem daje obraz snujących się, meduzalnych, opiumowych, wypłowiałych, betonowych ciemnych zaułków, portów, win, tang i zdrad, z towarzyszącą temu pazurzastą ekspresją sceniczną Kory, z tekstami pełnymi dynamicznych powtórzeń i zapętleń, z muzyką, która nie starała się kalkować Zachodu. Maanam miał swoją zupełnie odrębną półkę na polskiej scenie rockowej. Oczywiście będąc tak młody, nie wiedziałem tego i nie przetrwarzałem, tylko kodowałem. W okresie przejściowym dla Polski (i dla Maanamu) również przeżywałem własne przejście, stałem się bowiem siedmiolatkiem, a więc nabrałem świadomości własnego Ja i jego odrębności od świata. Wszystko, co zdarzyło się wcześniej, zapisałem w nieświadomym.

Drugi etap Maanamu to lata 90-te. Ten czas, w którym Kora przeczekała noc i ukochała poranek, dzień, weszła we wspólny język i w uwielbienie dla uniwersum, w kontakt z czystą przyrodą i świadomością na poziomie mistyczno-łóżkowym. Kiedy po latach skompletowałem muzykę Maanamu okazało się, że dobrze zarejestrowałem oba okresy (choć każdy na inny sposób).  Jako odkrywca kopiący w lamusie dzieciństwa przeżyłem wówczas ciągnące się przez całą dyskografię wielkie ekscytujące deja vu. Te piosenki są po prostu znajome, czy się ich słucha czy nie. Z tak zrodzonymi sentymentami trudno dyskutować — wszystko może stać się częścią naszej nostalgii i sprawić, że pozostaniemy wobec tego praktycznie bezkrytyczni. Mam tak z kilkoma rzeczami, m.in. właśnie z drącym się, kosmiczno-balsamicznym tonem Kory. To jedna z tych iluzji przeszłości, która pozostanie ze mną prawdopodobnie do końca… Tymczasem premierę nowej płyty Kory przesunięto na przyszły rok. Wyczekuję ze spokojem i pewnością, bo jak już zdążyła pokazać Grace Jones, 60 lat to dobry wiek na artystyczny restart.


Maanam – Kadyks (1989)

Pozostaw komentarz!

Dodaj komentarz poniżej lub trackback ze swojej strony. Możesz też subskrybować komenarze przez RSS.

Pisz co chcesz, tylko nie spamuj!

Możesz skorzystać ze znaczników:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>