Jadę
5:51. Dziennik podróży. Ledwo wlazłem na dworzec, a już zdążyłem się skaleczyć w palec o maszynkę do golenia, gdy szukałem czegoś po omacku w kosmetyczce. Wsiadłem do wagonu dla palących, pusto. Przezornie wybrałem przedział, w którym wszystkie siedzenia mają numery zaczynające się na „siedem”. Kierunek Poznań. W Poznaniu będą już g0d i yadou, dosiądziemy do Gayi i Jeo. Po drodze z Poznania, w Zbąszynku, dosiądzie się Vira. Potem Kaliszaki w trzech osobach. I wio, do Dąbia za Zieloną Górą. Pociąg ruszył.
Na wschodzie, za oknem, linie poziome chmur mysio-granatowych, obejmujące swoją długością całość pola widzenia. Gradient nieba od brudnego pomarańczu do stalowej popielatości. Na tym oto tle przesuwają się czarne kształty. To głupie, że – jako przyjaciele – widzimy się dwa razy do roku. Aler to z kolei sprawia, że we własnym towarzystwie czujemy się niemal odświętnie. Nie mogę pisać, bo buja.
6:18. O boże, jak się nudzę.
6:20. „Hamulec bezpieczeństwa” po rosyjsku to „Stop-kran”. Wschód się robi różowo-błękitny, przeplata się jasnymi i ognistymi wybuchami pomarańczu. Widziane setki razy, a nadal niezwykłe. Teraz telepie.
6:52. Na dworcu w Choszcznie kibicowskie malarstwo naścienne. Głównie chwała Pogoni i potwarz dla Cracovii. Ale napis „Wisła Kurwa” jakoś szczególnie mnie ujął.
7:09. Dobiegniew? Przysiągłbym, że tej stacji nigdy nie było na trasie Szczecin-Poznań. W słuchawkach Nosowska „Niż”. Jaki ładny ten dworzec w Dobiegniewie!
7:27. Krzyż. Uznałem, że to warte odnotowania.
12:39. Zielona Dziura. Całusy, powitania, chleb, sól i browarek. I stąd już z górki, wprost w przyrodę, alkohol i opowieści przy wspólnym stolcu.
























Pozostaw komentarz!