Home » Bez kategorii

Inna para szczęk

7 czerwca 2010 No Comment

W zeszłą niedzielę poszła w Hormonie pierwsza edycja cyklu Prawie Kino. Agata i Jadwiga pomyślały o zaktywowaniu tego miejsca na sferę filmową i w końcu dopięły swego. Idea Prawie Kino podoba mi się przede wszystkim z jednego powodu: powrót do tradycji kin, w których można palić papierosy (nie wspominając o stojącym obok barze). Drugim powodem jest dobrze zapowiadający się repertuar. Na pierwszy ogień poszedł The Rocky Horror Picture Show, co było trafionym i przyciągającym uwagę strzałem. Jako, że wiem co nie co o czasach glam rocka, no i widziałem ten film kilkadziesiąt razy, przygotowałem za namową dziewczyn prezentację przed projekcją filmu. To wszystko miało zawrzeć się w sytej pigułce, tak, żeby nie zanudzić ludzi, a jednocześnie nastroić ich na ten cały sodomiczny jarmark.

Podczas prezentowania opowiedziałem mniej niż w zamierzeniu miałem powiedzieć, ale to nawet dobrze. Naprawdę rzadko mam okazję występować publicznie, więc miałem niepewność wymalowaną na wszystkim (całe studia skrupulatnie tego unikałem; zrobiłem zaledwie wykład o Gombrowiczu, wykład o Benjaminie Walterze oraz trzy prezentacje: o alchemii, komputerach kwantowych i rewolucjach naukowych). Ale ponoć wyszło dobrze. No, może poza generowaniem sprzężeń przy głośnikach. Ludzie dopisali i nie dopisali. Była niedziela, kac, deszcz, gotyk za oknami – w takich warunkach próba namowy do wyjścia z domów nie wróży raczej większego powodzenia. Ale w pewnym momencie odniosłem nawet wrażenie tłoczności. Prezentację opowiadałem pospiesznie, trochę na żywioł, bo robiłem ją na ostatnią chwilę (norma). Nie mam żadnego nagrania ani zdjęcia, bo… hm, no właśnie, dlaczego? Ale, w skrócie ujmując, przez prezentację przewinęło się około dziesięciu najważniejszych dla glam rocka wykonawców, a każdy z nich był zobrazowany krótkim materiałem filmowym. Po opowieści o historii i fenomenie filmu padło pytanie kluczowe: dlaczego ten film jest kultowy? Odpowiedziałem jak następuje:

Zdaje się, że dlatego, iż zawiera w sobie wszystko, począwszy od kilku gatunków filmowych: jest musicalem, jest komedią, jest dramatem, horrorem, czy też filmem grozy z elementami gore, w dodatku zahacza o science-fiction, jest również erotykiem i zawiera elementy filmu akcji. W jego ramach zawierają się różnorodne, charakterystyczne postaci. To trochę jak z girlsbandem czy boysbandem: nie musimy lubić całości, ale identyfikujemy się z wybraną osobą. Poza tym film jest intertekstualny, nawiązuje do hollywoodzkiego kina z lat 30-tych i 40-tych, jak również do filmów klasy B. Jest kiczowaty, a kicz jest przecież tym, co lubimy, choć może nie do końca się z tym obnosimy. Oprócz tego w filmie mamy dobre wyważenie proporcji pomiędzy wszystkimi jego elementami. Co ważne: film dotyka tabu. Jest w nim również obecna filozoficzna refleksja o hedonizmie i jego konsekwencjach. I koniec końców: pojawił się w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie.

To są te składniki, które w tym przypadku wytwarzają powłoczkę kultu. Z kultu wychodzi cała kultura fandomu i jego zwyczajów. To zjawisko samonakręcające się. Za kilka dekad ludzie spojrzą na The Rocky Horror i, poza całym jego dziwactwem, z marszu dostrzegą jego ważność kulturową. Bo tym co tworzyło w 1975 kulturę z pewnością nie były Szczęki Spielberga, tylko inna para szczęk w wykonaniu O’Briena i Sharmana.

Pozostaw komentarz!

Dodaj komentarz poniżej lub trackback ze swojej strony. Możesz też subskrybować komenarze przez RSS.

Pisz co chcesz, tylko nie spamuj!

Możesz skorzystać ze znaczników:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>