Fiksum-dyrdum
Z innej beczki. Harry mnie ostatnio rozczulił, gdy wyznał, że odstawia rzeczywistość na plan dalszy, że ucieka, bo nie może, bo już nie chce. W jego oczach, oprócz marihuany i alkoholu, dawało się wyczytać pogodzenie. Zgodę na dryf. Dobrnął tam, gdzie niektórzy z nas zdążyli już dobrnąć – do krainy braku entuzjazmu. Tam, gdzie nic nie rośnie.
Ja z kolei, brnąc dalej w brzydką ścieżkę stycznia, osiągnąłem w zeszłym tygodniu swoje minimum. Uczułem mdłości wobec życia. Mdłości wobec ludzi. Mdłości wobec mdłości – a to już było zbyt wiele. Mofu mi powiedział: Obaj nie możemy znieść ludzi, ale na dwóch różnych płaszczyznach – ja dlatego, że są martwi, a ty dlatego, że istnieją. Musiałem sobie to wyznać: życie jest jak pudełko po czekoladkach. I ta właśnie szczerość okazała się być tajnym hasłem programu, które pozwoliło mi przerwać ten nieznośny i nieentuzjastyczny mechanizm fiksacji. Wystarczyło coś wypowiedzieć (ale nie bezmyślnie, tylko uświadamiając sobie), a rzecz stała się mniej potworna. Można płynąć dalej. Zorganizowałem się na tyle, że nawet jakiś kształt obieram. Rozdygotany, rozłażący się – ale kształt.
























piękne słowa panie M. mam tylko nadzieje(a nawet przekonanie) że zgrabna diagnoza nie do końca przylega do „mojej rzeczywistości”(a tak entuzjastycznie konstruuje własną rzeczywistość, a na niej wyrosnąć mogą nie tylko poziomki)serdecznie pozdrawiam i czekam na pogawędkę
Pozostaw komentarz!