Dekadencki “Fin de Rok”
Koniec świąt. Różnica w sumie żadna.
Zapisałem się na listę dyskusyjną Nosowska.pl. Nie mam bladego pojęcia dlaczego wcześniej tego nie zrobiłem. Zwykłe roztargnienie.
No dobra, chyba zaczynam nabierać sylwestrowego pesymizmu. To już jutro!
Coroczny obowiązkowy rachunek sumienia i podsumowanie. Rok obfity w doświadczenia, jak zawsze. I tym razem były nowe, lepsze, gorsze, a teraz kochany wyciągnij wnioski i ucz się na ewentualnie popełnionych błędach.
Proszę bardzo. Jeszcze wpis temu chciałem magicznych dat? No to mam.
W Sylwestrze najbardziej nie cierpię tego tkwiącego we wszystkich przekonania, że trzeba się koniecznie bawić. Ja tez zostałem tak nauczony i dobija mnie fakt tego przymusu. Bo po tej nocy zawsze się wiele oczekuje, a potem ludzie są dziwnie rozczarowani.
No więc i muszą być postanowienia noworoczne. Nie mam zbyt wielu wymagań. Kilka najbardziej banalnych planów, które i tak MUSZĄ nastąpić.
Sukces dnia: umiem wiązać krawat z zamkniętymi oczyma.
Sukces tygodnia: zacząłem w końcu realizować ten dyplom, który powinienem robić od dwóch już miesięcy
W domu oczywiście typowo świąteczno-sylwestrowa atmosfera, czyli napięta i drażliwa. Jeden fałszywy ruch i burzy się otoczka pozornego zadowolenia.
W nadchodzącym nowym roku stuknie mi dwudziestka. Czuję się przerażony. Ale na razie nie ma co odliczać. Nadal czuję w sobie nastoletnie chucie.
Życzę sobie owocnego Nowego Roku.









