Chciałbym odejść od zmysłów
Dziś długo i nudno.
Ostatnimi czasy gnębią mnie pytania natury bytowej – do tego stopnia, że zaczynam autentycznie bać się śmierci, wydaje mi się ona nielogiczna i nie na miejscu. Nie rozumiem jej.
Jestem zdania, że istota inteligentna nie powinna posiadać śmiertelnego ciała. Ba! Nie powinna posiadać ciała jakiegokolwiek. Zwierzę, jako nie posiadające świadomości siebie, nie musi się tym problemem stresować, bo nie zna nawet takich pojęć. Nie musi chcieć żyć wiecznie, doskonale spełnia rolę w przedłużaniu swego gatunku (w tym przypadku zaczynam mieć wątpliwości, co do sensu istnienia gatunków w ogóle).
Człowiek płaci dużą cenę za swoją ewolucję. Nasza świadomość siebie, naszej śmierci, nieświadomość naszego miejsca w świecie, pochodzenia – wywołują swego rodzaju stan męki. Męczy mnie to, że się skończę, że mnie nie będzie, że nie będę myślał ani nie będę nie myślał – bo coś co nie istnieje, nie posiada wogóle jakichkolwiek cech. Zaraz powstają podstawowe pytania jakie choć raz w życiu sobie każdy zadaje – więc po co to jestem? Moje życie to oczekiwanie na śmierć z jednoczesną próbą ucieczki od niej. Kończę się z jednego podstawowego powodu – mam śmiertelne ciało, moja istota jest uzależniona od ciała. Istota inteligentna, taka jak człowiek, jest stworzona do życia, nie może umierać, nie powinna – właśnie z tego powodu że jest inteligentna, że ma ŚWIADOMOŚĆ. To jakaś chora sprzeczność. Nie przekonują mnie wierzenia o życiu pozagrobowym, reinkarnacji, czy nieskończoności świadomości, bo nie dają mi one żadnego potwierdzonego konkretu, nadal czuję zagrożenie, jakiś wewnętrzny lęk, niepewność.
Czy chciałbym być zwierzęciem, istotą nieświadomą samego siebie? Przecież wtedy wszystko byłoby takie proste. Otóż nie. Jestem już człowiekiem i gdyby ktoś dał mi możliwość zamiany w zwierzę, nie pokusiłbym się. Nie chciałbym tracić tego, co mogę jako człowiek, nie chciałbym zapomnieć o tym jak to jest być człowiekiem. Jako zwierzę nawet nie byłbym świadomy tej przemiany, nie wiedziałbym o sobie, bo działałbym w oparciu o proste instynkty – a przecież chcę być nadal świadom swojej osoby. Przemiana w zwierzę byłaby równoznaczna z końcem człowieka. Jak mogę być zadowolony kiedy wiem, że się skończę? Koniec brzmi jak jakaś abstrakcja, straszna abstrakcja. Ktoś oczywiście powie, że nieskończoność jest równie niezrozumiałą abstrakcją – owszem, ale nieskończoność nie wpędza mnie w stan lęku i zwątpienia.
Ale czy wieczność nie znudziłaby mi się szybko, czy nie zacząłbym się męczyć? Nie, bo nie czułbym upływu czasu, nie odczuwałbym żadnych tego oznak. Dlatego musiałbym nie posiadać ciała.
Ale co to znaczy czysta myśl? Nie umiem sobie nawet wyobrazić czystej myśli, nie nadając jej kształtu, materii. A chodzi o to aby się pozbyć materii. I niestety nie umiem pomyśleć dalej, bo jako człowiek mierzę wszystko ludzką miarą, mierzenie inną jest dla mnie niemożliwe, przynajmniej z logicznego punktu widzenia. Jestem uwiązany tutaj w swoim śmiertelnym ciele, gdzie żyję z pragnieniem niekończenia się i obawą skończenia się.
Czasem obserwuję starszych ludzi, patrzę na ich nieporadność, na trudność z jaką starają się odnaleźć w nie-swoich czasach. To się nie powinno zdarzyć. Inteligentny człowiek to albo jakiś błąd, albo moment przejścia istoty żywej ze stanu nieświadomego zwierzęcia do stanu bezcielesnego umysłu. Jeśli to drugie, to znalazłem się w iście chujowym punkcie ewolucji, ot co!









Człowiek w znaczeniu materialnym rozłoży się, po przemiale który przejdzie w wielu etapach przejdzie z pewnością w energię „jakąśtam”.
Właściwie to wszystko przechodzi w energie także i my tego doświadczymy. Pytanie tylko czy jest coś takiego jak świadoma energia. Telepatia, intuicja itp. napawają nadzieją, że jednak coś takiego istnieje.
Jako istota (jeszcze) żywa mam instynkt woli przetrwania a więc napawam się być może złudną nadzieją drugiej bullsowej zasady ewolucji
troche mnie dziwi a jednoczesnie smiesz dosc powszechny strach przed smiercia.. to tak samo nieuniknione jak rosniecie paznokci a jednak nikt z tego powodu nie popada w zadume.. skoro sie tylko urodzilismy zmierzamy ku smierci.. nie lepiej sie z tym po prostu pogodzic i zaczac sie cieszyc zyciem?
Zacząłem już gdzieś indziej dyskusję na ten temat i nie chciałbym się powtarzać. Ale sobie to kiedyś ułożę i sprecyzuję w jedną całość.
Niemniej jednak Silweno, nie potrafię się z tym pogodzić właśnie dlatego, że jestem człowiekiem i mam świadomość otaczającego mnie świata. Żeby nie mieć poczucia zagrożenia, wewnętrznego lęku zadaję pytania. Pytania, na które nie otrzymam konkretnych, ostatecznych odpowiedzi, dlatego, że jestem znowuż człowiekiem i mierzę świat ludzką miarą.
Wiem, pogmatwane to. To jakaś tortura dla mózgu tak na szerszy rzut oka.
Wiem, przynudzam..
W sumie wyszlo, ze z myslniem to u mnie krucho:/ Tesh bywam czlowiekiem i takze zdaje sobie sprawe z otaczajacych mnie absurdow.. Pietrza sie masami i uprzykrzaja zycie.. Ale to, ze akceptuje pewne rzeczy nie znaczy, ze je wprowadzam w zycie.. Trudno mi zaakceptowac glupote ludzka, powszechna na kazdym kroku, komercje i oblude oraz pierdoly serwowane jako „sposoby na zycie” . Smiesza mnie gazety i wyimaginowane problemy w Cosmo czy Playboyu. To opium dla mas. Ale co? Mam sie polchlastac bo swiat jest zupelnie popieprzony? Wole sie usmiechnac, skwitowac te cala egzaltacje kolejnym odkryciem czy wynalazkiem i zjac sie soba.. Samorealizacja i podnoszeniem wartosci duchowej. Co nie przeszkadza mi rysowac kiczowatych pin-upek
Rozumiem Twoje rozterki i nawet nie wiesz jak bys sie odnalazl w moim domku.. tu az kipi od takich pytan.. tyle, ze nikt sie smiercia nie martwi bo w jesli zaakceptowac fakt, ze to brama do lepszego swiata albo wyzszego poziomu energetycznego to bardziej to pocieszajace niz babranie sie w brudzie codziennosci. Nudze.. sory!
Samorealizacja z kolei to właśnie to, co nas odciąga od śmierci, od poczucia zagrożenia, od myślenia nawet o niej. Nie widać mety bo horyzont jest przysypany naszymi celami, chęciami, czy potrzebą tworzenia. Rzecz wspaniała – stworzyć coś, coś najdrobniejszego nawet – i poczuć się przez moment jak bóg we własnym świecie.
Studiujesz filozofie, prawda? Nie wiem na ktorym roku zwykle przerabia sie Nietzschego, Shopenhauera i inne takie (moja siostra zdaje sie miala to pod koniec), w kazdym razie jesli jeszcze sie z tym nie zetknales, to dobrze dla psychiki byloby wyprzedzic tok nauczania ;D kiedy tej calej „nihilistycznej” kolomyi poswieci sie duzo uwagi, odplaci sie z nawiazka i mozliwym stanie sie nawet odnalezienie sensu w bezsensie… i smierc przestaje byc paralizujaca, bez zadnych transcendentalizujacych srodkow.
przy okazji mowiac: joł spożo blog ;D
Pozostaw komentarz!
UserOnline
Facebook
Ostatnie komentarze
Archiwum Bloga
Living on video
Jessica 6 - White Horse (2011)
Tagi
Shortcut
Last.fm