W tym roku jakoś tak wypadło, że wszyscy się rozpierzchli na koniec i zanim się obejrzałem, pozostałem na Sylwestra w domu. O tyle dokuczliwe, że Sylwester, poza oczywistym przymusem zabawy, jest dniem, w którym wdzierają się do życia kluczowe refleksje. Na mocy magii liczb i dat zawarty jest tu imperatyw podsumowywania i postanowień, który narzuca się na tyle upierdliwie, że trzeba w którymś momencie się z nim zmierzyć.
Nowa porcja fraz, po których ludzie znaleźli w Google moją stronę.
Pociągnę jeszcze wątek banału, już bez tych lunatycznych ckliwostek. Banał stanowi dla mnie problem o tyle, że prowadzi do zablokowania. Ilekroć mam możliwość zrealizowania jakiejś niekomercyjnej pracy dochodzę w którymś momencie do muru, na którym wyświetla się neon „stop”. Na tym etapie, już na samym początku opracowywania koncepcji, zaczyna mi się wydawać, że brnę w banał, po czym uginam się i porzucam całą myśl…
Jeden z wniosków z Wyśnionych Miłości był prosty. Może i nawet banalny. Ale co z tego? Kiedy biorę pod lupę ludzi, którzy znaleźli się w wieku sponsorowanym przez zbliżającą się lub przekroczoną 30-tkę, pierwsze co widzę w ich oczach to ciągłe przerażenie, niepokój, oczopląs (czasem to przez źle dobrane kontakty), tematy zastępcze, które mają za zadanie zamieść pod dywan to, co jest wstydliwym sednem sprawy. (…)
Około 3 tygodnie temu miałem przygotowany wpis urodzinowy. Zachowałem go koniec końców w tak zwanej szufladzie. Mimo to, chciałbym co nie co z niego odgrzać, bo raz, że jest mi ważny, dwa, że od sierpnia nic nie napisałem, a trzy, że były to w końcu urodziny i nie byłbym sobą, gdybym tego faktu publicznie nie skomentował (poza tym nie uznaję pisania do szuflady!). (…)