Usłyszałem dziś domofon, więc podchodzę w negliżu i pytam: „Kto tam?” W odpowiedzi słyszę uprzejmy kobiecy głos: „Dzień dobry, mam takie pytanie – kto według Pana rządzi tym światem?” Struchlałem nieco w niepewności, bo jakoś nie chciało mi się wierzyć, że to to, o czym myślę. „Każdy rządzi nim na swój sposób, bo to nie jest nasz świat, tylko mój świat, pani świat, czy kogokolwiek innego z osobna” – odpowiedziałem na szybko, starając się unikać uniwersaliów typu Bóg, Szatan, Seks czy Pieniądz. Podskórnie wierzyłem, że spławię babę, ale dałem się nabrać (…)
Przeprowadziłem się już trzeci raz w ciągu minionego roku, i mimo, że w zasadzie rzut beretem od poprzedniego miejsca, to muszę przyznać, że będzie mi brakowało codziennych wizyt w Społemie, który miałem wcześniej pod klatką. A był to osobliwy skansen pracownic z poprzedniej epoki. Te flegmatyczne, powolne i pozbawione życia istoty zadziwiały mnie za każdym razem, gdy stawałem przy kasie i miałem okazję zawiesić na nich oczy.
Przyznam, ze śmierć Amy Winehouse nie ma dla mnie szczególnego znaczenia, poza zwykłym smutkiem wynikającym z tego, że umarł ktoś, kto tworzył coś wartościowego. Od razu bierze mnie wstyd, bo wychodzi na to, że ktoś mniej „wartościowy” wywołałby we mnie jeszcze mniejsze emocje. A potem wstyd, że wartościuję ludzi pod względem ich możliwości kreatywnych. Ale chyba czas to przyznać: tak, moje wewnętrzne libido kieruje się ku nieprzeciętności i nic z tym nie zrobię (…)
Urodziłem się zadziwiony światem i tak mi pozostało do tej pory. Upraszczam skomplikowane i komplikuję proste. Przyklejam wszystkiemu etykiety, mam manię dostrzegania mechanizmów, nawet tam, gdzie ich nie ma (czy aby nie ma?), bo wisi nade mną klątwa filozoficzna, która nadaje styl mojemu myśleniu. Nie jest to celowe i dziwnie z tym żyć. Pisać niby mądre rzeczy, a być jednocześnie tak głupim w najprostszych sprawach. (…)
Pół roku temu pisałem a propos szczęścia i nakreśliłem pokrótce sytuację: nie jesteśmy w stanie przeżywać szczęścia w czasie teraźniejszym, chyba, że odczepimy od mózgu zbędny balast w postaci bagażu przeszłości i widoku przyszłości – bo, jak wyszło z równania, lokujemy szczęście nie w tym czasie, co trzeba (odsyłam do wpisu). Wczoraj, gdy przetarłem gałki i odczekałem parę godzin, doszło do mnie dlaczego tak nachalnie odczuwamy, że dzieciństwo to ekwiwalent „raju” (raju, do którego nie ma powrotu). Dlaczego ten czas w życiu objawia się jako złoty wiek? Tylko dlatego, że …