Miałem się nie odzywać w sprawie ACTA, ale nie umiem sobie tego odmówić, bo zaczynam być oczarowany tym, co się właśnie wydarza w przestrzeni publicznej. A już najbardziej ujmuje mnie komiksowy symbol całego zamieszania, czyli maski z Vendetty. Alan Moore, twórca postaci V, to literacki geniusz – i jakby ktoś nie wiedział, to Anonimowi używają masek nie tyle ze względu na historyczne znaczenie Guya Fawkesa, tylko właśnie przez wzgląd na inspirowaną nim postać i prezentowany przez nią anarchizm, który w fikcyjnej rzeczywistości komiksu prowadzi do wysadzenia w powietrze reżimowego rządu brytyjskiego.(…)
Przeczytaj całość »Wyszedłem ostatnio w amoku, goniony instynktem i zewem własnego życia. Była północ, jesień, zima, a ja szedłem w niewiadomą przez zasypiające miasto. Bo musiałem, musiałem… Niczyn słoń w poszukiwaniu wody. Czego szukałem? Może chciałem wychodzić z siebie ten napad mdłości, ten obezwładniający niepokój, który nawiedza mnie od czasu do czasu. Zatrzymać burzę i znaleźć gdzieś spokój.
Już na pierwszym skrzyżowaniu poczułem, że wkraczam w nieco inny wymiar: objawił mi się biały bus, na którego masce złowrogo i topornie połyskiwał napis „Amnezja”. Patrzałem na niego jak z wolna rusza na zielonym i …
Za każdym razem, gdy chcę zacząć pisać tę notkę nachodzi mnie na wyznania, ale nie jestem przekonany czy chcę uprawiać ten typ ekshibicjonizmu. Zaprzeczałbym sobie, gdybym uważał ekshibicjonizm za rzecz negatywną, w końcu cała ta strona, poza aspektem reklamowym, jest przedsionkiem mojej prywatności i utrzymuję ją także po to, aby stworzyć możliwość do podglądania mnie (takie czasy). Zresztą ekshibicjonizm jako taki nie jest mi obcy i niektórzy o tym wiedzą, bo lubię czasem na imprezie wystawić fiuta. Ekshibizjonizm intelektualny – również go lubię uprawiać ilekroć mnie najdzie sensowniejsza myśl. W …
Leżałem ostatnio w malignie i po głowie zaczęło mi upierdliwie krążyć fundamentalne pytanie. Jako, że nie byłem w stanie sam znaleźć na nie odpowiedzi, pomyślałem, że spytam kogoś mądrego. Przeglądam zatem listę kontaktów w telefonie i z minuty na minuty tracę animusz. Nie, nie, bez sensu, nie, może?, nie, tu dawno nie dzwoniłem, więc nie, tu też nie, bo nie zrozumie… Myślę sobie w końcu: zadzwonię do Kasi.
Usłyszałem dziś domofon, więc podchodzę w negliżu i pytam: „Kto tam?” W odpowiedzi słyszę uprzejmy kobiecy głos: „Dzień dobry, mam takie pytanie – kto według Pana rządzi tym światem?” Struchlałem nieco w niepewności, bo jakoś nie chciało mi się wierzyć, że to to, o czym myślę. „Każdy rządzi nim na swój sposób, bo to nie jest nasz świat, tylko mój świat, pani świat, czy kogokolwiek innego z osobna” – odpowiedziałem na szybko, starając się unikać uniwersaliów typu Bóg, Szatan, Seks czy Pieniądz. Podskórnie wierzyłem, że spławię babę, ale dałem się nabrać (…)