Jestem uparty…
Wywiad dla Kuriera Szczecińskiego
28 stycznia 2011
Rozmowa z rysownikiem i ilustratorem Michałem Szyksznianem.
– SŁYSZAŁAM, że w szczecińskim Liceum Plastycznym uważany był pan za talent, który trafia się raz na wiele lat.
– Też tak słyszałem, chociaż uważam, że moje umiejętności w liceum były na dość niskim poziomie. Szczeciński „plastyk” wówczas, pod względem nauczania, również nie miał specjalnej renomy. Ale faktycznie, wyróżniano mnie. Mój aneks do dyplomu wybrano np. jako najlepszy w szkole. Zaskoczyło mnie to, ale także świadczyło, że mam potencjał.
– I wiedząc o tym potencjale, wybrał pan filozofię zamiast ASP?
– W Szczecinie nie było kierunku artystycznego, na który mógłbym sobie pozwolić, wyjazdu też nie brałem pod uwagę – chodziło głównie o kwestie finansowe. Z drugiej strony, wydawało mi się, że mam podstawy pozwalające mi rozwijać umiejętności samodzielnie. Nie chciałem traktować pasji jako obowiązku. Filozofia wydawała mi się najciekawszym kierunkiem funkcjonującym wówczas w Szczecinie.
– Pana praca magisterska zahaczała o kolejną dziedzinę sztuki – literaturę. Jej bohaterem był Witold Gombrowicz…
– No tak, moja praca magisterska była bardziej literacka niż filozoficzna. Męczy mnie filozofia analityczna czy typowo akademicka, bez życia, bez iskry. Gombrowicz jest w stosunku do nich na przeciwległym biegunie, dlatego się na niego zdecydowałem. Tym wyborem zakreśliłem pełne koło moich studiów – o Gombrowiczu mówiłem też na egzaminach wstępnych.
– Przyznaje się pan do fascynacji Marilynem Mansonem. To prawda, że SMS-ujecie do siebie?
– Zdarza się, choć staram się tej możliwości kontaktu nadmiernie nie eksploatować. Jest to bardzo miłe, gdy przychodzą od niego zdjęcia, maile czy SMS-y. Mansonem zainteresowałem się w liceum, później prowadziłem jego polski fandom internetowy. Osobiście spotkaliśmy się po warszawskim koncercie Mansona w 2009 roku. Namalowałem jego portret, jeden z moich znajomych wniósł go do „Stodoły” na backstage. Obraz spodobał się na tyle, że Marilyn poprosił, żeby mnie zawołano. Było to jedno z najfajniejszych wydarzeń w moim życiu, pokazujące, że możliwe są rzeczy, które wydają się niemożliwe. Takie historie motywują do dalszego działania.
– Przeglądałam galerię prac na pana stronie internetowej (www.bullsik.com – przyp. kas). Dominują na niej portrety.
– Tak, chyba 95 procent moich prac to portrety. Nie lubię martwej natury, interesuje mnie człowiek. Upraszczam tła, skupiam się na twarzy i sylwetce.
– Jest pan autorem okładek do serii amerykańskich komiksów o życiu gwiazd show-biznesu. Kogo już pan zdążył sportretować?
– Te komiksy mają charakter biograficzny. Wydawnictwo, które je wprowadza na rynek, buduje sobie dzięki nim coraz mocniejszą pozycję. Rysowałem Lady Gagę, Justina Biebera, Michaela Jacksona, Howarda Sterna, Marka Zuckerberga, obsadę serialu „Glee”, Clintonów, postacie znane z telewizji – Rosie O’Donnell, Ellen DeGeneres. Wszystkie okładki to autorska wizja, nie dostaję odgórnych instrukcji od wydawnictwa.
– W jaki sposób szefowie amerykańskiego wydawnictwa trafili na pana?
– Sam się do nich zgłosiłem, przejrzeli moje portfolio i spodobałem się. Szukam w internecie ogłoszeń od ludzi poszukujących rysowników czy ilustratorów.
– Czyli prowadzi pan życie od zlecenia do zlecenia?
– Na tym polega życie wolnego strzelca. W tym zawodzie, żeby myśleć o konkretnych pieniądzach, trzeba mieć
nazwisko, a na to trzeba zapracować. Ale ja jestem uparty…
– W lutym w Bramie otworzy pan swoją pierwszą wystawę.
– Wernisaż jest w sobotę 12 lutego. Imprezie będzie przygrywał dj Loop K, tak więc będzie gorąco i po mistrzowsku. Na wystawie znajdą się prace z ostatnich kilku lat. Chcę unikać tych z zakresu komercyjnego, więc raczej nie będzie okładek komiksów czy ilustracji na zamówienie. Wystawa nosić będzie tytuł „Szyksznian: Fantasmagorie” i obejmie rzeczy, które robiłem dla samego siebie. Brama jest idealnym miejscem na moją wystawę – obrazy nie będą pretensjonalnie przymuszały gości do oglądania i snucia refleksji. Nie chodzę do galerii i nie chciałbym się w nich wystawiać, wolę, by moje prace umilały komuś spotkanie towarzyskie. A jeśli mu się spodobają – może je kupić.
– Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała
Katarzyna STRÓŻYK
(Kurier Szczeciński, 28 stycznia 2011)


















Pozostaw komentarz!