Antychryst
Byłem, widziałem. Lis. Oglądałem kiedyś kilka wcześniejszych obrazów von Triera, ale mam na tyle słabą pamięć do filmów, że po paru latach nic mi z nich nie pozostaje. Więc obejdzie się na szczęście bez porównywania, jestem na świeżo - można powiedzieć, że to moje pierwsze z nim zetknięcie, więc nie będę oceniał, czy aby von Trier zapachniał zbukiem, czy wzniósł na wyżyny. Nawet więcej - cały von Trier mnie w tym przypadku średnio zajmuje. Zajmuje mnie sam lis, ..tfu! film.
Może zacznę od kina. Siedziałem wśród tępej obory w otoczeniu ludzi, którzy przyszli, bo przyszli i myśleli, że zafundowali sobie dobrą gumę do żucia dla oczu na piątkowy wieczór. Chichy licealistek, pusty dowcip licealistów, gadanie, buczenie, pierdolenie na uszko - a przecież każdy i tak to słyszy. Giry na fotelu, na moim fotelu, ciągłe pulsowanie oparcia. Nerwica. Chi chi, bla bla. Dlaczego nie mogli po prostu wyjść skoro im się nie podobało? Tak zrobili ludzie mający więcej klasy. Nie chcieli stracić kasy za bilet? Dlaczego więc odbierali mi moją? Poczułem się staro - ta młodość siedząca za mną była rozczarowująca. Zdaje się, że wychowaliśmy się w innych kontekstach rzeczywistości. Ich młodość nie dała im pasjonującego materiału na przyszłość.
Natura tożsama ze złem. Ciekawa koncepcja wyjściowa, szczególnie, gdy weźmie się pod uwagę średniowieczny zabieg marketingowy Kościoła polegający na utożsamieniu wizerunku bóstwa pogańskiego (kultu Natury) z diabłem. Kobieta tożsama z naturą. Jeszcze lepiej - wyciekające z głębi zło, jej natura wewnętrzna, jej Antychryst, terapia uskuteczniana na śnieżnej kuli, która toczy się i w histerii swego naturalnego toczenia traci kontrolę.
Zwierzęca symbolika i mądrawe dialogi zdawały się być jakoś niedoszyte do reszty. Brzmiały i wyglądały nieco niepłynnie, wchodziły z nagła, z nagła wychodziły. Brakło spoiwa. Ale to i tak smakowało, robiło wrażenie, szczególnie, że działo się pomiędzy dwojgiem i drzewami. Akceptuję tę metaforykę. Akceptuję tę pornografię. Nawet, jeśli ten lis nie mógł się powtrzymać i zrobił to, chcąc zadowolić całą widownię.










Lipiec 21st, 2009 - 19:15
Pisz częściej
Lipiec 21st, 2009 - 19:15
Miło się czyta Twojego bloga ;D
Sierpień 2nd, 2009 - 20:17
Milo sie czyta twojego bloga
JAKI ŻALLLLLLLLLLL!!!! KOLES WYMIATA
Sierpień 9th, 2009 - 14:46
Wkurwiają mnie epitety poprzednich komentatorów określające Twój dziennik, słowa Twojego autorstwa, tym samym, Ciebie. Nie są adekwatne. Mają wręcz zabarwienie pejoratywne – jak ktoś może zamknąć Cię w "miłym-pisaniu"…? To nie zalatuje miłością własną; nie sądzę, żebym należała do wąskiego grona osób, które nie są szeroko pojętymi dyletantami i mają prawo do komentowania Twojej twórczości: graficznej czy werbalnej. W społeczeństwie, które prócz innych chorób, toczone jest przez nieuzasadnioną megalomanię, mogę być wyjątkiem potwierdzającym regułę. Proszę bardzo.
Roztapiam się w Twoich pracach, mogę dotknąć włókien mięśni pociągniętych ołówkiem automatycznym pod cyfrową fakturą skóry. Czuję ciepło, dotkliwy chłód, ciszę, hałas, światło i cień – mam wrażenie, że pod wpływem Ciebie zaczynam być synestetyczką. Nie chcę wobec miłującego Gombrowicza i retorykę Baśki z Klatki B, nawiązywać do współczesnej beletrystyki, której jakość określić ciężko, ale przychodzi mi na myśl opis procesu tworzenia zawarty w "Werniksie", Whartona. Ciekawa jestem natury, która odciśnięta jest w Twoich słowach czy kreskach, plamach koloru… Metaforyka. Zastanawiam się czy lubisz Moreau:)
Zazdroszczę Ci, tego, co w Tobie, w Twoich palcach, umyśle… Zazdroszczę odwagi w wyrażaniu samego siebie. Od dziecka marzę o zajęciu się tym, co kocham, ale nigdy nie wystarczyło mi pewności siebie, żeby złożyć papiery na ASP.
Powodzenia.
P.S.Przepraszam, jestem grafomanką.